W mnogim rzędzie kurtyn

W której odsłonie dzisiaj przychodzisz
jako przyjaciel czy jako człowiek
zawoalowany w mimice aktor
za którąś z kurtyn w mnogim rzędzie
z jakiego poziomu nadchodzi sympatia
z potrzeby serca czy z kryterium oceny
planu zależności na przyszłość
jako profesjonalna wydmuszka
małego jajka o przedawnionej woni
obarczona syndromem Adele
lub może tylko zwykła groupie.

Reklamy

Lost & Found Mega*Zine #23

Numer 23: Ciało


ENGLISH VERSION HERE

Rozdzielność łączenia względem dzielenia

Taktycznie zaplanowane działania wojenne
w strukturze efemerycznej
rozgrywki na placu boju
zwanym kiedyś placem przyjaźni
puste okrzyki zadymiające
idiotki na wrotki w malutkich mundurach
przeszłość nadużywająca barykad ślepakami rykoszetu
gaz musztardowy nierozcieńczony kiełbasą
okopy chybionych haseł pseudo reklamowych
wzniosłe defilady przemówień erudycji na szpilkach
mowa trawy na podgrzewanej murawie pełnej min
odezwy do narodu po rozgonieniu czołgiem
demagogia na zaciśniętych uszach i kółkach
w imię czegoś ta broń rozszczepionych jąder
skierowana w łącznik pomiędzy
z dzielnikiem w klapie niedołęstwa
do chuja.

 

ENGLISH VERSION HERE
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Dzień świra

Dzień świra bez wskazań
wskazówki czasu oddalające od siebie
cały wybieg możliwości uczuć
i słowne wybiegi możliwie na szkodę
by nie starać się mocniej
mocarze unikający starannie bólu
zadają rany pewności zmysłów
niepewnym umysłem na przekór
przelewając życie w próżnię
odżyć na próżno zdołają
uwznioślając własne słabości
zasłabną na wysokości zadania
załamując ramiona wsobnej niewoli
nie złamią woli upragnionej bliskości.

Otwory

Wsparci przeszłością
nie dającą wsparcia
demonizujemy czas rzeczywisty
mogąc rzeczywiście oszaleć
testowani otwartymi sprawami
sprawiamy w zamknięciu nowe otwory
niby doszczętnie spalone mosty
wciąż płoną na całej długości
budując kolejną nieruchomość
burzymy koleje źle wytrawionych kości
pamięć nie obraca się w niwecz
a niwecz lubi powracać ze złością.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Edycja mechaniczna

Udające martwe

Cisza nabyta na drodze dobrego i złego
jej słowa leżą na brzegu morza
pozostawione przez wszystkie odpływy
zapaści w sobie
obok umierają sowy
trochę rozmrożone
udające martwe
jeszcze wierzą w kolejny przypływ zubożałej jaźni
i że będzie to dla nich coś znaczyć.

 

MYŚL PIERWOTNA
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Polot nosa

Polemika z lotnością plotki
dla ucha trudna w polocie
napawa ją jednak zwątpieniem
niesłychana obszerność nosa.

Nawrót osobisty

Jeśli świat traktuje cię jak spam
pomimo
że nikogo nie nękasz swoją osobistością
ładując na parkingu bierne intencje
pomyśl eufemistycznie
jestem niezamówioną informacją handlową
którą wielokrotnie kasowano
lecz cierpliwie nawracam
niczym rasowa choroba przewlekła
caluśkim tirem z dodatkową przyczepką.

Narzędziownia mroku – wiersz multimedialny

LINK DO WIERSZA
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Poezja Dźwiękowa

Wywiad z Piotrem Kasperowiczem na stronie Poezji Dźwiękowej

aby przeczytać, kliknij w obrazek

Znaki plus

Podświetlając od dołu zapis linii życia
pozostają tylko znaki
bez mitomanów udających przyjaciół
w dziale akcesoriów lateksowych
codzienność zanika
światło spłaszcza bilans
wyborów poczynionych w marketach
w zestawieniu istotny jest plus
wyskoki charakteru
pomimo czerwonych świateł i kartek na buty
wyścigi szczurów przez lasy deszczowe
stany podgorączkowe nadwrażliwości
wszystkie dodane znaki
dające sens ogólny
bycia sobą na plusie.

Kontyngent

Wrzucona w mechanizmy hipokryzji
odbijasz się od wyższej poprzeczki
w poszukiwaniu dobrego słowa
rykoszetem tuż ponad ziemią
w bębnie maszyny losującej
znaczysz grubo swą trajektorię
jak jeden do czternastu milionów
szarpiesz się między nawiewem a grawitacją
płoniesz zignorowana na wejściu do atmosfery
czekasz na obrót fortuny za życia
masz ją wiecznie na muszce
bo ona w powolnym dryfie
ostatecznie zniecierpliwiona dziwaczna głupota
wyśle cię kulko w wojenną ekspedycje.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Lost & Found Mega*Zine #22

Numer 22: Baśń


ENGLISH VERSION HERE

Mrowienie w kończynach

Zwykły z ciebie człowiek
może jedynie brzuchonóg
w lustrze nawet gadziogłówka
odczuwasz mrowienie w kończynach
i bóle przy końcu odwłoku
masz zaczerwienia na twarzy
a to sugeruje żeś pszczółka
możesz być robotnicą
strażnikiem gniazda
lub wylęgarką spod plastra
pszczoło miodna
ofiaro rozwoju populacji na giełdzie
znaczysz tyle przebiegiem życia
co ślad pod butem ludzkiego pana
jak przetrwa twoja kolonia
w burzowej superkomórce
nieopodal samochodu pułapki
lub między śmigłami drona?

Kuźnia Literacka

Kuźnia Literacka opublikowała aż jedenaście wierszy z tomiku „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

aby przeczytać, kliknij w obrazek

Buldożercza zagadka

Spójrzcie na okładkę tego tomiku. Ona „rymuje się” nie tylko z wierszami zbioru, ale też z tytułem książki. Nie mogłem nigdzie znaleźć bibliografii książkowej Piotra Kasperowicza, domyślam się więc, że ta książka to jego pierwszy tomik. Ale niczego tu nie nazywałbym debiutem, bo Kasperowicz jest artystą totalnym. W literackich i artystycznych iwentach różnego typu brał aktywny udział. Sztuka – w wielu swoich gatunkach – to eldorado Kasperowicza. Sam stwierdza, że specjalizuje się w nurcie poezji audiowizualnej, tak więc symbioza, a być może nawet eklektyzm czy „komitywa sztuk” to jego osobliwy „totalitaryzm”. Oby były z tego trwałe owoce.

Na razie trzymam w ręku ten tomik, którego lektura kosztowała mnie nieco zdrowia. A to dlatego, że przeżywałem wahania na „tak” i na „nie”. Kasperowicz należy do tych luzaków, którzy po pierwsze są pewni własnej oryginalności, a po drugie bardzo chcą być nieszablonowi. To mu się udaje.

Zabrałem się więc do lektury z zainteresowaniem, ale też dystansem, bo niejedno takie dziecko-kwiat widziałem. No i co? No i to, że buldożer elokwencji rzeczywiście tu wiedzie prym.

Trzeba przyznać, że dykcja tych wierszy jest na swój sposób niepowtarzalna. Ciężko to się czyta… Jednak z drugiej strony […] mówi o sprawach ważnych. To nie jest baju-baju, pitu-pitu. Kasperowicz ma swoje poglądy, przemyślenia, morały. I teraz w sumie sam nie wiem: czy on „przebełkotał” tę swoją dykcję, czy też mamy do czynienia z językiem do którego musimy się przyzwyczaić.

[…] czyli wiem, czuję, że Kasperowicz mówi o czymś dla niego istotnym, tylko nie umiem ci, czytelniku, powiedzieć, o czym. Jednak czuję w sobie jakiś szlaban, by powiedzieć: bełkot! To trochę tak, jak dawnymi czasy czytano na przykład Jasieńskiego czy Karpowicza. „Nowe języki” muszą się oswoić.

Bez wątpienia elokwencja Kasperowicza jest osobliwa, ale jej buldożery mielą nas na papkę. Co z tego ostatecznie wyniknie? Nie mam pojęcia, jednak ostrzegam, że rzucenie tym tomikiem o ścianę byłoby reakcją pochopną. Tym bardziej, że jest on wypasiony edytorsko.

Zostawiam was z moją klęską po tej lekturze, której nie połknąłem z sukcesem. Ale ten tomik jeszcze jakiś czas będzie leżał na moim biurku i będę się z nim droczył, a raczej pocił. Gdyby mnie olśniło, napiszę nie recenzyjkę, a esej. Tak mi dopomóż własna inteligencjo!

 

Recenzja autorstwa Leszka Żulińskiego opublikowana w Gazecie Kulturalnej.

Haiku: Zrywka

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Przemiła aparycja

Boże uśmiechy wybielone octem
i zdeptane boże krówki
chityna to kiepska kryjówka
100% natury
sam ekstrakt
kość słoniowa na dowód śmierci
wokół szyi oraz rąk
zakrywająca blizny
wpięta w uszy i klapy
stojąca na etażerkach
upinająca włosy
oprawiona w skórę z ektodermy
szkoła ludzkiego wdzięku
z odprężonym układem współczulnym
zaraz po odrąbaniu siekaczy.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Mieszalnik odstanych marzeń

Pędząc pod ciśnieniem
obijając się o ścianki
w niegodziwym mieszalniku
odstanych chcielibyśmy marzeń.

Totalna wyprzedaż błogosławieństwa

Na etapie przymusowego bezrobocia afektu
konsensus nieosiągalny
na płatnej autostradzie opętanej promocją
środków zbędnych do końca życia
totalna wyprzedaż błogosławieństwa
ani godna ani sprawiedliwa
miłość jak pustak pod poszwą
nośnikowi krwi umrzeć nakaże
niekoniecznie za karę.