Zakręt obręczy – wiersz multimedialny


LINK DO WIERSZA 1 
LINK DO WIERSZA 2
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Godziny

Umieranie jako inspiracja szorstka w obejściu
najlepsza przeglądarka multimediów umysłu
przejmujące tańczenie latami do tyłu
nieskasowany thriller marnuje godziny
przerażające hiperboliczne uśmiechy
jako wypełniacze gry aktorskiej
doskonali partnerzy choroby
doszczętnie zastępujący muzykę do pary
zaraza nie daje się prowadzić
kruchość poetyckich figur łatwo da się zabić.

Akant

Miesięcznik literacki Akant opublikował sześć wierszy z tomiku „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”, oto lista utworów:

  • Słowa podrzędne
  • Powłoki miłości
  • Komponenty afoniczne
  • Smugi sztucznego światła
  • Krążenie oboczne
  • Zabieg intymnej kastracji

Akant

Podróżowanie z dystansem

Z racji niekończącej się izolacji, zwiększania jeszcze bardziej dystansu społecznego i ryzyka uderzenia którejś z wielkich fal pandemii w moją niedużą osobę, siedzę w domu. Mam na myśli, że nie jeżdżę po świecie, ani nawet po kraju i nie doznaję nowego w sposób tradycyjny. Dlatego, na sposób jakże współczesny, oglądam ostatnio wiele relacji z podróży, poczynionych przez innych. Wyjechać na słońce niby i można, ale wybór obecnie jest dość ograniczony, większość wylotów jedynie z lotniska w Warszawie, a powrót obarczony ryzykiem kwarantanny. Jest przy tym obawa, że to przymusowe odosobnienie będzie dłuższe niż sam wyjazd.

Oglądam więc mniej lub bardziej wyszukane nagrania z dalekich krain i zauważam, iż nawet wśród podróżujących obowiązują te same standardy podziału, które mamy w kraju. Zawsze ktoś musi być lepszy od kogoś innego. Nawet, jeśli jesteśmy jedynie turystami z dystansem ledwo tysiąc kilometrów odległości od domu i wyjechaliśmy tylko na kilka dni. Chodzi o to, że jeśli styrany życiem człowiek jedzie na wczasy, to przecież nie może leżeć tydzień nad basenem, toż to niegodne ziemi, na którą zajechał. Wczasowicz musi dużo zwiedzać! Taka jest niepisana zasada relacjonujących w 4K. I nawet trudno dyskutować z taką jakością, której nie jestem w stanie odróżnić od zwykłego, prostackiego HD. Tym sposobem myślenia zwiedzać nie tyle należy, co zwyczajnie jest wymagane. Najlepiej zobaczyć wszystko lub chociaż takie obiekty, których nie widzieli inni. Wtedy jest spektakularnie, z dużą dozą szansy na szacun. I oglądalność nam wzrasta. I mamy dużo małych, uniesionych kciuczków. Jest łapka w górę i życie jest znośniejsze, a my od razu jesteśmy lepszymi podróżnikami. Oczywiście lepszymi od innych.

Nasze wakacje wpisują się w codzienne współzawodnictwo. Mielibyśmy zostawić nasz szczebel kariery w miejscu pracy, nigdy! Nie możemy sobie odpuszczać na wakacjach. Kto odpuszcza, wiadomo, nie jest zwycięzcą. Musimy być zawsze najlepsi, mieć jasno sprecyzowane cele, określoną ścieżkę kariery i ogromny sukces, majaczący na jej końcu. Przydatny jest w tym zestawieniu również kredyt na pół miliona we frankach, wtedy nasza motywacja jest gwarantowana. A jeśli z jakichś powodów nie możemy być najlepsi, nawet po wielokrotnym opuszczeniu prywatnej strefy komfortu, wtedy bądźmy chociaż lepsi od innych. Zwiedzajmy więc na własną rękę i zdecydowanie nie te miejsca, gdzie przyjeżdżają wycieczki z biur podróży. Wycieczki zorganizowane, to zło! To mielonka wieprzowa z mięsa, oddzielanego mechanicznie, serwowana w basenie Morza Śródziemnego, zamiast owoców morza. Unikamy więc autokarów z turystami oraz komunikacji zbiorowej. Jeśli już musimy gdzieś udać się grupowo z pospólstwem, to jedyną dopuszczalną formą przemieszczania się w takich przypadkach jest droga morska. Katamaran lub prom, jedynie w ostateczności. Najlepiej kameralna łódź lub jacht, na pokładach których serwują lunch czy też brunch ze świeżo złowionych, szczęśliwych ryb o wyszukanym rodowodzie. Niechybnie okazuje się, że ze wszystkich turystów płynących z nami, tylko my umiemy odpowiednio profesjonalnie pływać. Dzięki temu jedynie nam jest dane należycie docenić piękno dna morskiego, oddając się nurkowaniu. Reszta tałatajstwa ledwo wejdzie do wody, od razu zniszczy pół atolu rafy koralowej. Zupełnie nie rozumiemy, jakim prawem tym naturszczykom sprzedano w Empiku ten sam przewodnik, co nam. Że też płetwy weszły im na opuchnięte, kostropate odnóża.

Jednak najbardziej wzgardzanym zachowaniem wczasowiczów jest coś innego. Otóż, rzeczą wybitnie karygodną jest rezerwowanie leżaków. O świcie, na długo przed serwowanym śniadaniem, wczasowicze biegną położyć swoje ręczniki na najlepiej usytuowanych leżakach. Nigdy tak nie rób, bo nie zostaniesz zwycięzcą! W głowę zachodzę, dlaczego akurat ten bieg szczurów jest zakazany… Skoro już wydajemy ostatnie pieniądze na wycieczkę zagraniczną i skoro mamy już zagwarantowane darmowe drinki przez cały tydzień, niby czemu mielibyśmy leżeć daleko od basenu, lub co gorsza w cieniu? Wtedy kiepsko będzie widać nasz dzióbek na selfiaczkach. W sumie to nasz dzióbek już wszyscy widzieli, ale o ten błękit basenu chodzi w kontraście do koloru drinka z palemką. Stworzenia morskie kiepsko znoszą nasze palemki, słomki a nawet mieszadełka, ale nie przejmujemy się miękiszonami, mamy je już na zdjęciach. „Alleluja i do przodu! …piorun nie uderza w byle co.”

Lepsi podróżnicy nie wiedzą, iż może tych gorszych nie stać na nic innego, że może nie znają obcego języka i zwyczajnie nie mają śmiałości swobodnie przemieszczać się po innym kraju. Lub może właśnie chcą spędzić caluśki urlop na nicnierobieniu. Choć mogli przecież siedzieć w domu, mniej by się spocili. Nas, prawdziwie podróżujących, interesują wyłącznie dobre ujęcia i aktywny wypoczynek, chyba iż akurat można się ponaśmiewać z walczących o leżaki, to wtedy korygujemy priorytety. Natrząsamy się publicznie, utrwalając marną gawiedź na filmie. Pozwalamy im na chwilę wyjść na pierwszy plan. Długo nie zaprząta nam to głowy, zaabsorbowani jesteśmy przecież aktywnym wypoczywaniem. Najaktywniejszym z właściwych. Tak aktywnym, jak należy właśnie spędzać urlop. Bieg z ręcznikami staje się kolejną ciekawostką z podróży, ale jako aktywność negatywna. Kolejna niekonsekwencja rozumowania, ale za to następny punkt dla nas, ludzi o perfekcyjnej opaleniźnie, wymuskanej morską pianą.

Gdyby to z założenia była prześmiewcza relacja, nawet bym się uśmiechnął na taki komentarz w trakcie oglądania – ręcznikowce tuż po wschodzie słońca rozpoczynają swoją aktywność ruchową. Ale nagrania, które widzę i opisuję, aspirują do miana poważnych relacji telewizyjnych, opartych wyłącznie na faktach w sposób wręcz dokumentalny. W tym miejscu dowcipny wtręt natury socjologicznej, na temat stadnych zachowań nad basenem, nie jest wnikliwą obserwacją. Jawi się bardziej jako niesmaczny brak dobrego wyczucia. Skoro jednak jeździ się po świecie, gdzie grasują innowiercy ze swoimi pasożytami i pierwotniakami, a nam udało się nie zarazić, dobitnie znaczy to, że swoje wiemy, a nasza postawa jest właściwa. Filmujemy przestrzenie z drona, którego nawet nie daliśmy sobie ukraść, czyli wiemy jak to robić. Opowiadamy historyczne fakty bez podania źródeł ani autorów i co nam zrobicie? Formułujemy okrągłe opinie o całych narodach po zakupie bananów na lokalnym bazarku, bo doskonale znamy lokalne nawyki mieszkańców. Wypowiadamy obce nazwy, jak nam się żywnie podoba, toż nikt nie zauważy różnicy. Mamy podstawowe braki w edukacji, ale przecież dużo mówimy.

Jedno jest pewne, jesteśmy najlepszymi turystami, niezależnie od przygotowania merytorycznego oraz zakupionego wyposażenia. Cała reszta, to pseudo turyści, uwłaczający naszemu pojęciu zwiedzania. Bardzo to megalomańskie, ale nam, zjawiskowym osobowościom o wyśmienitym przekonaniu własnym, musi być przecież można tak o sobie myśleć. Fragmenty niepasujące do opisu powyżej nie zostaną wmontowane w wersję finalną naszych pamiątek z wakacji. Pozwolimy nawet, by nasze nieskazitelne relacje z podróży powszechnie zastąpiły wasze nieostre foty znad basenu. W tym celu, wiadomo, wszystkie łapki w górę! Nieustannie komentujcie nasze posty! Nie zapomnijcie zasubskrybować kanału i zaznaczyć dzwoneczka powiadomień. Bez tego, my, wasi bożyszcze aktywnego wypoczynku, zostaniemy dezaktywowani przyczynowo. Nie moglibyśmy istnieć, mając świadomość, że nie ma nas w waszych wirtualiach. A tego byście nie znieśli. Byłoby wam nudno tak po próżnicy leżeć nad swoimi basenami pełnymi marzeń, które zostały skalane zbyt skromnym budżetem i przesadnie wymieszały się z chlorem dnia powszedniego. Stąd wasze blade twarze, a u nielicznych częściowa, lecz krzywa opalenizna. Temu skóra z czoła schodzi, a nos zaczyna świecić na czerwono. Dlatego tu jesteśmy, tacy zajebiści.

 

TEKST OPUBLIKOWANY NA STRONIE SIĘ MYŚLI

Śląska Strefa Gender

Śląska Strefa Gender w pierwszym numerze swojego kwartalnika opublikowała trzy wiersze z tomiku „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”:

  • Słowa podrzędne
  • Człowiek dotykowy
  • Radialne spękania

Gender

Tuż przy ściankach

Oczekując w niedoczasie
milczenie
zakończone wielokropkiem
w półmroku wiwarium
odsłuch monologu
bez niepotrzebnych dźwięków
mrok tuż przy ściankach
wzywa do domu
to tam gdzie twoja mama

świat się nie skończył
o jotę nie schylił
ku zakończeniu
jeszcze nie w tym tygodniu
ostatnie ostrzeżenie organizmu
żyjącego do skutku.

 

WIERSZ OPUBLIKOWANO NA ŁAMACH SPECJALNEGO NUMERU PISMA WYTRYCH

Malkontenty

Lubelski slowfood artystyczno-literacki Malkontenty w numerze zatytułowanym „Śniadanie mistrzów” opublikował cztery wiersze Kasperowicza:

Malkontenty

LINK DO POBRANIA

Przeszła mi miłość

 

Lost & Found Mega*Zine #28

Numer 28: Dowód


ENGLISH VERSION HERE

Zdolność kiełkowania

Szczęście należy przycinać
aby nie wybujało
inaczej z czasem zdziczeje
zapomniawszy o wzroście
z nasiona wielkości pyłku
które procentowo od samego początku
poprzez wszystkie okrywy
i niskie prawdopodobieństwo
samoistnego rozsiewu
niepowodzenie miało wpisane
w budowę.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”

WIERSZ OPUBLIKOWANO NA ŁAMACH PISMA LITERACKO-ARTYSTYCZNEGO BEZKRES

Błędność ciszy

Kurczenie wszechświata
od ciągłych nakłuć czasoprzestrzeni
aktywacji serca rosnącego wstecz
bezskuteczne próby
promieniowanie kosmiczne zwiększa
śmiercionośność
przyziemności w próżni
iskra dla fali uderzeniowej pierwszego skurczu
serca utwardzanego rylcem
z nietypowymi liniami podziału
w szlachetnych paczkach rozesłano perseidy
do ukamienowania kolejnych ludzkich odruchów
między światem a sercem
jest przerwa
ogromem zadawana rana kłuta
i szarpana
błędność ciszy.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”

TE®YTORIUM ®OZPADU SEKWENCJI – tomik

Ósmy tomik autora.
Tomik, który nie jest tomikiem.
To mapa.
Opracowanie kartograficzne wytrzewionego serca.
Plan sytuacyjny jego przekształceń względem czynników zewnętrznych.
Dobrze oznaczona droga
pełnej konwersji.
Trasa o przebiegu wiodącym przez zakazane miejsca.
Ślepe zaułki prowadzące do, wydawałoby się, obcych sobie form życia.
Przemiana mająca moc kreowania zastrzeżonych znaków towarowych.
Tak unikatowych, że nie sposób ich odnaleźć na jakiejkolwiek dostępnej mapie.

 

„Terytorium rozpadu sekwencji”
ISBN 978-83-957845-5-2
Projekt i opracowanie graficzne: Piotr Kasperowicz
Fotografie: Łucja Lange
Wydawnictwo Domowe, Kraków, 2020
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

Wyjątkowo nietypowe wydanie. Format zbliżony do charakterystycznego wyglądu koperty w standardzie DL. Druk offsetowy na grubym papierze kredowym. Okładka sztywna, foliowana z połyskiem. Zaskakująca szata graficzna. Zawiera 30 wierszy, przy czym 24 z nich nigdy wcześniej nie były publikowane. Do zamówienia u autora: kasperl[at]tlen.pl

 

 


Recenzje/impresje:

Tomik całkowicie niestandardowy. Autor żyje i tworzy według swoich osobliwych reguł. Porównanie go do znanych kanonów byłoby strzałem kulą w płot. On ma swój osobny świat.

Niełatwo jest czytać i rozumieć takie teksty. To wszystko dzieje się w jakimś mało znanym nam interiorze (niemniej jakoś one mnie wciągały). Na dodatek książka ta jest „z innej drabiny”. To w zasadzie nie jest książka, tylko coś w rodzaju wielkiego plakatu. Jeśli całość tę rozłożymy to i całość w jej kolorze i obrazie zobaczymy. W sumie są to niby wiersze, ale z „zupełnie nieznanych chmur”.

Powiem tak: wszystko tu mnie zaciekawiało i wszystko ciut ciut denerwowało. No więc mamy książkę absolutnie inną od innych. Lecz chyba jednak jakoś inspirującą. Trzeba teraz czekać, czy kolejna książka Piotra Kasperowicza będzie nadal nowe ścieżki budowała.

Leszek Żuliński

 

Jeśli zamierzacie przeczytać nowy tom Piotra Kasperowicza to możecie być pewni, że czeka Was liryczna przygoda. Autor „Buldożerów elokwencji” już niejednokrotnie zaskoczył czytelnika formą, tematyką i poetyką. Autor wiele razy udowodnił, że można ulirycznić każdy, najdrobniejszy i pozornie najbardziej abstrakcyjny, element naszego świata.

„Terytorium rozpadu sekwencji” sprawia wielką frajdę jeszcze przed lekturą. Oto mamy w rękach coś niecodziennego. Czy to jeszcze tomik czy może jednak coś więcej? Autor prowadzi nas w głąb istoty zbioru. Podążamy zachwyceni, a nasza ciekawość sięga zenitu.

Jak podpowiada autor, „Terytorium…” to liryczna mapa. Czy to mapa wyizolowanego serca? Jednak próżno szukać tu sentymentalnych uniesień. Kasperowicz mówi o miłości w mało stężonych procesach, o braku reakcji powrotnych. O miłości wykiwanej rozumem. O tych tematach niezwykle delikatnych, skomplikowanych, przynależących do sfery uczuciowej poeta pisze językiem techniki, nauki (tym razem to nie tylko ściśle inżynierski żargon, bo autor sięga do rozmaitych dziedzin). A miłość przecież taka poetycka, jak się wydaje. Jednak Kasperowicz nie tylko portretuje to uczucie, ale przede wszystkim skupia się na jego braku – to, co dzieje się w wielu wierszach tego zbioru to właśnie krajobraz po bitwie (rozstaniu), serce zostało przebite strzałą.

Świat poetycki „Terytorium….” jest właśnie miejscem przegranej walki. Przestała tu obowiązywać deklaracja miłości, atmosfera się ochłodziła (oscyluje wokół absolutnego zera), a sercepozostawione w melakserzenajadło się strachu.

Każdy wiersz zbudowany został na osobnym koncepcie. To przede wszystkim seria obrazów-porównań. Stąd też raz pojawi się m.in. badacz owadów studiujący zamierający proces metaforycznego trzepotania motylich skrzydeł u zakochanych, gdzie indziej miłość porównana została do procesów astrofizycznych. Czasem można odnieść wrażenie, że nagromadzenie „mądrych słów”, posługiwanie się hermetyczną terminologią to swego rodzaju metafora relacji we współczesnym świecie – gdzieś zatraciliśmy zdolność komunikacji, mówimy własnym językiem, o swoich sprawach. Wszędzie tylko te wszechobecne „ja” i „moje”. W „Terytorium” Kasperowicz bazuje na różnych gałęziach nauki (bo jest m.in. anatomia, geofizyka, informatyka itd.), co pokazuje, że poeta nie tylko ma (być może) wszechstronne zainteresowania, ale także, że miłość jest uczuciem totalnym, niezwykle skomplikowanym i trudnym do zrozumienia.

Miłość i wszystkie jej pochodne, rzecz jasna. Mamy tu swoistą mapę uczucia – od pierwszych zauroczeń, przez miłość głęboką, aż do jej rozpadu. Każda faza posiada także emocje towarzyszące. W „Terytorium…” poeta usiłuje oswoić miłość, zrozumieć – przez badanie jej wszelkimi możliwymi środkami, np. pod kątem reakcji zachodzących w organizmie na dany bodziec, pod kątem zmian w psychice, pod katem pracy serca, odpowiedzialnego przecież za emocje itp. Kasperowicz to także liryczny kardiochirurg, poszukujący istoty miłości. Nie zapomina też sprawdzić czy miłość ściśle wiążę się ze szczęściem i czy jego również należy szukać w sercu.

Świat poetycki „Terytorium….” jest w większości miejscem przegranej walki. To pole bitwy, gdzie jeszcze unosi się kurz miłości i nienawiści – cząstek pozostałych po toksycznych związkach. Źródłem porażki miłości (rozumianej szerzej niż tylko uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi) jest oczywiście człowiek (człowiek dotykowy) – megalomański socjopata, który fałszuje układ. To właśnie nieszczerość, obok egoizmu, jawi się tu jako trybik odpowiedzialny za awarię całej maszynerii.

Współrzędne mapy wskazały, że wszędzie można być nieszczęśliwym. Kasperowicz nie ma złudzeń. Jednak czy poza poetą ktoś dostrzega w jakiej znaleźliśmy się pułapce?

Piotr Kasperowicz po raz kolejny stworzył dla nas liryczne wyzwanie. Poeta bawi się rozmaitymi konwencjami, śmiało wchodzi w gry słowne (brzmieniowe, znaczeniowe), zachęca nas do poetyckich kalamburów. I choć niektóre wiersze stawiają poprzeczkę naprawdę wysoko, to przemierzanie tych niezwykłych przestrzeni jawi się jako najlepsza rozrywka. Która jednak przynosi tylko chwilową radość, wszak skrywająca się między słowami prawda najczęściej boli.

Kinga Młynarska

Haiku: Zaspa

Miłosierny wjazd
w zaspę środkiem końca
taka namiętność.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”

Eterycznie jest ciężko – wiersz multimedialny

LINK DO WIERSZA
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Los w chowie klatkowym

Skubana destrukcja we wsobnym chowie klatkowym
jednako w starym jak i w nowym budownictwie
rozliczne wyskubywanie wiecznych piór do żywego
do konającej bezustanności pozbawionej przypisów

kiedyś byliśmy ludźmi gotującymi losy do czasu
zapeklowania własnego zbyt długo trzymanego
na wolnym gazie – wbrew przepisom na Thermomix.

Totalna wyprzedaż błogosławieństwa

Na etapie przymusowego bezrobocia afektu
konsensus nieosiągalny
na płatnej autostradzie opętanej promocją
środków zbędnych do końca życia
totalna wyprzedaż błogosławieństwa
ani godna ani sprawiedliwa
miłość jak pustak pod poszwą
zdesperowanemu nośnikowi krwi umrzeć nakaże
niekoniecznie za karę.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „OCZY ERY TECHNO”

Wierszem w czas pandemii

Wytrych – Wolna inicjatywa Artystyczna
przygotowała numer specjalny
będący zapisem czasu pandemii.

146 artystycznych infekcji.

Zawiera nowy wiersz Kasperowicza:
Tuż przy ściankach” – strona 68.

 

Aby przeczytać, kliknij w obrazek.

Wybieg możliwości

Możliwości uczuć na wielkim wybiegu
i słowne wybiegi możliwie na szkodę
zadają rany pewności wśród zmysłów
na przekór niepewnego umysłu
wskazówki niczego nie wskażą
uwznioślając słabość znaczenie marnują
łatwo można zasłabnąć na wysokości
miej wolę unikać ostrych krawędzi
w dniu świra przez zaniechanie.

Efekt matrycy

Efekt matrycy choć to dopiero podobrazie
najtańszy produkt
ze znaczkiem „recesja absolutu”
nie można nadążyć
skrzynki wyścielone ofertami szczęścia
kiedy ja pragnę się zabić
nie można odnaleźć strony
w kodzie źródłowym HTML dziwne znaczki
im prostszy skrypt tym trudniej się psuje
oczekiwanie na ofertę
nie rób tego w domu
nic nowego po stronie immunizacji
akwizycja pocieszenia
może kiedyś…
to zdecydowanie za późno
w sprawach sprzedaży bezpośredniej
machinalnie obsługujemy klientów
a… nie możesz teraz rozmawiać
rozumiem
dalsza morfogeneza produktu na skaju morfin.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „OCZY ERY TECHNO”

Lost & Found Mega*Zine #27

Numer 27: Przepowiednia


ENGLISH VERSION HERE

Gospodarka superbohaterami

Gust opowiada się trójwymiarowo
choć monochromatycznie znaczy obszar
smakiem masowego odbiorcy
niczego przez odbiornik nie dopowiada
nie kwestionuje rzeczy przekazu
nie daje chwili ciszy w kwestii zastanowień
nie rekultywuje ideałów od zapomnienia
na wolnym rynku konsumpcji czasu widza
oczekujący mają się nijak w dziedzinie
wydolności gospodarowania superbohaterami.