SSAKI LEŻĄ NA BOKU – tomik

Ten tomik powstał jako wynik współdziałania Piotra Kasperowicza
i Piotra Szreniawskiego. Ten drugi, który od jakiegoś czasu czyta wiersze tego pierwszego, zaproponował dostarczenie materiałów z możliwością przekształcenia ich w wiersze. Kasperowicz zgodził się zmontować na nowo słowa Szreniawskiego.

Szreniawski sumiennie dostarczał opisy zdarzeń wokół siebie, dodając pseudonaukowy słowotok, a Kasperowicz wydobywał z tych treści poetyckość. Potem Szreniawski zaproponował zmiany, na które Kasperowicz w większości się zgodził, broniąc jednak niektórych rozwiązań lub przetwarzając wersy ponownie.

Oba osobniki się lubią. Spędziły we wspólnej przestrzeni twórczej kilka tygodni. Pomimo wrodzonej chęci do absolutnej dominacji artystycznej, oraz na przekór rozbieżnym rodowodom estetycznym – nie zagryzły się. Nadal leżą na boku, każdy na swoim własnym. Badania trwają.
 

 

„Ssaki leżą na boku”
ISBN: 978-83-60948-43-9
Koncepcja i projekt: Piotr Szreniawski, Piotr Kasperowicz
Wydawnictwo: Neopoemiksowe, Kraków Lublin 2021
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz & Piotr Szreniawski

 
 
 

Oprawa tomiku powstała w analogiczny sposób, przez dopełnianie się Piotrków i ich pomysłów. Format A5. Okładka miękka. Stron 30. Zawiera 28 wierszy, wszystkie nigdy wcześniej niepublikowane. Do zamówienia u autorów: pszren[at]wp.pl oraz kasperl[at]tlen.pl


Recenzje/impresje:

„Ssaki leżą na boku” to poetyckie przedsięwzięcie! To zdecydowanie coś więcej niż tylko zbiór wierszy.

Otwierając tę książkę czytelnik wkracza do swoistego literackiego laboratorium! Materiałem badawczym są, ogólnie mówiąc, słowa (oraz to, do czego odnoszą, rzecz jasna). Piotr Szreniawski zbierał rozmaite obserwacje, komentarze, relacje, opisy, a Piotr Kasperowicz starannie wymieszał co trzeba i nadał im odpowiedni kształt, posiłkując się poetyckimi narzędziami. Jednak to nie koniec eksperymentu, ba! to dopiero początek!

Czy „wszystko jest poezją”? Wydaje się, że jeśli nie jest, to może być. „Ssaki…” to świetnie udowadniają. Autorzy bawią się słowem, ale i całą poetycką materią. Ich poezja wykracza daleko poza ramy literatury (a poeci mają dużo większe ambicje i plany!). To zupełnie nowe spojrzenie na lirykę, na przekaz, na wyrażanie niewyrażalnego. Kluczowe nie jest pytanie o to, co panowie stworzyli, ale czy czytelnik jest na to gotowy? Czy ten poetycki eksperyment zyska akceptację społeczną?

Nie sposób w tradycyjny sposób opisać zawartość tej książki, bo ona umyka wszelkim „normom”. Z całą pewnością duet poetów zaprasza nas nie tyle do czytania, ale do wielkiej, lirycznej przygody! Będziemy się tu poruszać po znanych rejonach naszej codzienności, ale może niewydeptanymi jeszcze ścieżkami.

„Ssaki…” to z jednej strony odpowiedź na potrzeby każdego z nas – m.in. potrzebę nazywania tego co widzimy, słyszymy, odczuwamy, a przede wszystkim – chęć podzielenia się tym z kimś. To także próba ubrania w słowa pewnych impresji albo myśli stale powracających, dręczących – to pierwszy krok do ich zrozumienia i/lub zaakceptowania. Z drugiej strony – to także gra z czytelnikiem, z formą, tradycją czy nawet kulturą literacką, poszerzanie granic sztuki, a może i granic w ogóle?

Odważę się nawet na twierdzenie, że wierszy z tego tomu nie należy czytać wyłącznie po to, by je „rozszyfrować”, by zbudować sobie jakiś obraz świata, który chcą nam autorzy pokazać. Choć oczywiście to także bardzo istotne, zwłaszcza, że poeci widzą dużo i mają zdolność przenikania przez rozmaite filtry. Dostrzegam w tych lirycznych wyznaniach pewien sprzeciw wobec współczesnych tendencji (najgorszą bodaj jest ludzki egoizm i życie „zbyt serio”, a więc brak dystansu – co często idzie w parze), a niekiedy nawet może lęk przed tym, co wokół, ale także i tym, co w nas!

Uważam, że „Ssaki…” są taką pozycją, dzięki której będziemy testować samych siebie – te teksty mają po prostu coś w nas wywołać, nawet jeśli będzie to konsternacja, zaskoczenie czy nawet zwątpienie. Bo kto powiedział, że to, co w nas siedzi oraz to, w czym my tkwimy musi być opowiedziane w wyłącznie „typowy” sposób?

Podmiot skarży się m.in. na hałas (to zdecydowanie lejtmotyw zbioru) – sąsiedzi remontują, gdy on musi pracować zdalnie. Brzmi znajomo, prawda? Motyw remontu też będzie tu stale powracał. To właśnie jest źródło nerwowości podmiotu. Żyje w ciągłym ogłuszaniu, jak my wszyscy. Świat wypełnia wykańczająca nas kakofonia. A i wewnątrz nas nie zawsze jest cicho. Niepokój potęguje też niezwykła okoliczność, jaka nas zastała w 2020 – pandemia. Bo wydaje się, że to właśnie okres lockdownu jest czasem aktywności podmiotu lirycznego „Ssaków”.

Poeci bawią się poezją, potrafią ubrać w humorystyczny kostium sprawy całkiem przyziemne, coś, co wyławiają z codzienności, a co wcale zabawne być nie musi. Jeden z moich ulubionych wierszy tego tomu to „przewody” – jest tu wszystko, co charakterystyczne dla „Ssaków”, a więc m.in. powracające tematy, sytuacja życiowa jako impuls, niejednoznaczność, delikatny humor.

Prawdopodobnie wszystkie wiersze z „Ssaków…” powstały na bazie doświadczenia (nie zostały zmyślone, mają podłoże w rzeczywistości). Tylko my nie zawsze potrafimy odkryć co było iskrą zapalną danego utworu. Ale to nie jest najważniejsze, bo tu właśnie jest miejsce na emocje towarzyszące lekturze, na uruchomienie procesu skojarzeń czy wreszcie – na nurzanie się w fantazji! Rzecz jasna, uważny i uparty czytelnik być może zechce odtworzyć sobie pewną opowieść liryczną i prawdopodobnie mu się to uda!

I tak, przeglądając się w tafli tych wierszy odkryjemy to, co może kryć się w głębinach, ale najwięcej dostrzeżemy chyba jednak w tym, co odbija się na powierzchni. „Ssaki” to świetna książka do stymulowania wyobraźni, do nie tylko czytania, ale i słuchania poezji! Utwory duetu poetów aż tętnią od rozmaitych brzmień – to nieustanny dostęp dźwięków, m.in. szumy, słowa, wiercenie, stukanie, łup łup łup łup, itp.

Bardzo podoba mi się koncepcja „poezji dźwiękowej”. Uważam, że w odsłonie audiowizualnej poezja duetu Piotrów zyskuje nieprawdopodobnie dużo, wyzwala wielkie emocje i nierzadko powoduje gęsią skórkę! […] Wrażeń podczas czytania a słuchania i oglądania właściwie nie da się porównać. W tym wypadku każdy drobiazg (dźwięk, grymas, tonacja itp.) oddziałuje na widza w sposób nieporównywalnie mocniejszy niż „tylko” tekst na czytelnika.

Jeśli szukacie czegoś nowego, ożywczego w literaturze, uwielbiacie podążać niezbadanymi szlakami, a przede wszystkim macie odwagę i z przyjemnością dajecie się ponosić wyobraźni – to ta książka jest właśnie dla Was!

Kinga Młynarska

 


Helikopter o koncepcji powstawania nowego tomiku

Piotrki spotkały się artystycznie w 2018 roku. Pogadały sobie o poezji dźwiękowej. Potem pierwszy zaprosił drugiego do współpracy przy Antologii wierszy do recytacji, a drugi zaprosił pierwszego na łamy Mega*Zine Lost&Found. Dwa lata później Piotrki mogły znowu pogadać o poezji, ale drugi stwierdził, że teoria go już nie interesuje, rzucając pomysł współpracy twórczej w materii dźwiękowej. Pomysł upadł, ale kilka miesięcy później w 2021 roku Piotrki jednak podjęły wspólne działanie. Plan polegał na dopełnianiu się Piotrków artystycznie. Pierwszy podsyłał surowe teksty – obserwacje i spostrzeżenia na temat dnia codziennego, oraz pseudonaukowe fragmenty zdań wyrwanych z kontekstu. Drugi montował te słowa na nowo, tworząc z nich wiersze. Pierwszy czynił korektę – czyszczenie z nadmiaru, a drugi ponownie montował odrzucone utwory. Aż nie zostało żadnych zdatnych słów do użycia. Tym oto dziwnym i zdalnym sposobem powstał tomik zatytułowany: „Ssaki leżą na boku”.

Piotrkom trzeba dać jeszcze trochę czasu i nieograniczonych możliwości, aby ich dopełnienia dopełniły się do końca. Już niebawem to Wy, drodzy odbiorcy, staniecie się ostatnimi elementami dopełnień. Bądźcie dobrymi dopełniaczami, proszą Piotrki.
 

Aby przeczytać więcej, kliknij w obrazek:
Helikopter

Akant

Miesięcznik literacki Akant opublikował sześć wierszy z tomiku „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”, oto lista utworów:

  • Słowa podrzędne
  • Powłoki miłości
  • Komponenty afoniczne
  • Smugi sztucznego światła
  • Krążenie oboczne
  • Zabieg intymnej kastracji

Akant

Śląska Strefa Gender

Śląska Strefa Gender w pierwszym numerze swojego kwartalnika opublikowała trzy wiersze z tomiku „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”:

  • Słowa podrzędne
  • Człowiek dotykowy
  • Radialne spękania

Gender

Malkontenty

Lubelski slowfood artystyczno-literacki Malkontenty w numerze zatytułowanym „Śniadanie mistrzów” opublikował cztery wiersze Kasperowicza:

Malkontenty

LINK DO POBRANIA

TE®YTORIUM ®OZPADU SEKWENCJI – tomik

Ósmy tomik autora.
Tomik, który nie jest tomikiem.
To mapa.
Opracowanie kartograficzne wytrzewionego serca.
Plan sytuacyjny jego przekształceń względem czynników zewnętrznych.
Dobrze oznaczona droga
pełnej konwersji.
Trasa o przebiegu wiodącym przez zakazane miejsca.
Ślepe zaułki prowadzące do, wydawałoby się, obcych sobie form życia.
Przemiana mająca moc kreowania zastrzeżonych znaków towarowych.
Tak unikatowych, że nie sposób ich odnaleźć na jakiejkolwiek dostępnej mapie.

 

„Terytorium rozpadu sekwencji”
ISBN 978-83-957845-5-2
Projekt i opracowanie graficzne: Piotr Kasperowicz
Fotografie: Łucja Lange
Wydawnictwo Domowe, Kraków, 2020
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

Wyjątkowo nietypowe wydanie. Format zbliżony do charakterystycznego wyglądu koperty w standardzie DL. Druk offsetowy na grubym papierze kredowym. Okładka sztywna, foliowana z połyskiem. Zaskakująca szata graficzna. Zawiera 30 wierszy, przy czym 24 z nich nigdy wcześniej nie były publikowane. Do zamówienia u autora: kasperl[at]tlen.pl

 

 


Recenzje/impresje:

Tomik całkowicie niestandardowy. Autor żyje i tworzy według swoich osobliwych reguł. Porównanie go do znanych kanonów byłoby strzałem kulą w płot. On ma swój osobny świat.

Niełatwo jest czytać i rozumieć takie teksty. To wszystko dzieje się w jakimś mało znanym nam interiorze (niemniej jakoś one mnie wciągały). Na dodatek książka ta jest „z innej drabiny”. To w zasadzie nie jest książka, tylko coś w rodzaju wielkiego plakatu. Jeśli całość tę rozłożymy to i całość w jej kolorze i obrazie zobaczymy. W sumie są to niby wiersze, ale z „zupełnie nieznanych chmur”.

Powiem tak: wszystko tu mnie zaciekawiało i wszystko ciut ciut denerwowało. No więc mamy książkę absolutnie inną od innych. Lecz chyba jednak jakoś inspirującą. Trzeba teraz czekać, czy kolejna książka Piotra Kasperowicza będzie nadal nowe ścieżki budowała.

Leszek Żuliński

 

Jeśli zamierzacie przeczytać nowy tom Piotra Kasperowicza to możecie być pewni, że czeka Was liryczna przygoda. Autor „Buldożerów elokwencji” już niejednokrotnie zaskoczył czytelnika formą, tematyką i poetyką. Autor wiele razy udowodnił, że można ulirycznić każdy, najdrobniejszy i pozornie najbardziej abstrakcyjny, element naszego świata.

„Terytorium rozpadu sekwencji” sprawia wielką frajdę jeszcze przed lekturą. Oto mamy w rękach coś niecodziennego. Czy to jeszcze tomik czy może jednak coś więcej? Autor prowadzi nas w głąb istoty zbioru. Podążamy zachwyceni, a nasza ciekawość sięga zenitu.

Jak podpowiada autor, „Terytorium…” to liryczna mapa. Czy to mapa wyizolowanego serca? Jednak próżno szukać tu sentymentalnych uniesień. Kasperowicz mówi o miłości w mało stężonych procesach, o braku reakcji powrotnych. O miłości wykiwanej rozumem. O tych tematach niezwykle delikatnych, skomplikowanych, przynależących do sfery uczuciowej poeta pisze językiem techniki, nauki (tym razem to nie tylko ściśle inżynierski żargon, bo autor sięga do rozmaitych dziedzin). A miłość przecież taka poetycka, jak się wydaje. Jednak Kasperowicz nie tylko portretuje to uczucie, ale przede wszystkim skupia się na jego braku – to, co dzieje się w wielu wierszach tego zbioru to właśnie krajobraz po bitwie (rozstaniu), serce zostało przebite strzałą.

Świat poetycki „Terytorium….” jest właśnie miejscem przegranej walki. Przestała tu obowiązywać deklaracja miłości, atmosfera się ochłodziła (oscyluje wokół absolutnego zera), a sercepozostawione w melakserzenajadło się strachu.

Każdy wiersz zbudowany został na osobnym koncepcie. To przede wszystkim seria obrazów-porównań. Stąd też raz pojawi się m.in. badacz owadów studiujący zamierający proces metaforycznego trzepotania motylich skrzydeł u zakochanych, gdzie indziej miłość porównana została do procesów astrofizycznych. Czasem można odnieść wrażenie, że nagromadzenie „mądrych słów”, posługiwanie się hermetyczną terminologią to swego rodzaju metafora relacji we współczesnym świecie – gdzieś zatraciliśmy zdolność komunikacji, mówimy własnym językiem, o swoich sprawach. Wszędzie tylko te wszechobecne „ja” i „moje”. W „Terytorium” Kasperowicz bazuje na różnych gałęziach nauki (bo jest m.in. anatomia, geofizyka, informatyka itd.), co pokazuje, że poeta nie tylko ma (być może) wszechstronne zainteresowania, ale także, że miłość jest uczuciem totalnym, niezwykle skomplikowanym i trudnym do zrozumienia.

Miłość i wszystkie jej pochodne, rzecz jasna. Mamy tu swoistą mapę uczucia – od pierwszych zauroczeń, przez miłość głęboką, aż do jej rozpadu. Każda faza posiada także emocje towarzyszące. W „Terytorium…” poeta usiłuje oswoić miłość, zrozumieć – przez badanie jej wszelkimi możliwymi środkami, np. pod kątem reakcji zachodzących w organizmie na dany bodziec, pod kątem zmian w psychice, pod katem pracy serca, odpowiedzialnego przecież za emocje itp. Kasperowicz to także liryczny kardiochirurg, poszukujący istoty miłości. Nie zapomina też sprawdzić czy miłość ściśle wiążę się ze szczęściem i czy jego również należy szukać w sercu.

Świat poetycki „Terytorium….” jest w większości miejscem przegranej walki. To pole bitwy, gdzie jeszcze unosi się kurz miłości i nienawiści – cząstek pozostałych po toksycznych związkach. Źródłem porażki miłości (rozumianej szerzej niż tylko uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi) jest oczywiście człowiek (człowiek dotykowy) – megalomański socjopata, który fałszuje układ. To właśnie nieszczerość, obok egoizmu, jawi się tu jako trybik odpowiedzialny za awarię całej maszynerii.

Współrzędne mapy wskazały, że wszędzie można być nieszczęśliwym. Kasperowicz nie ma złudzeń. Jednak czy poza poetą ktoś dostrzega w jakiej znaleźliśmy się pułapce?

Piotr Kasperowicz po raz kolejny stworzył dla nas liryczne wyzwanie. Poeta bawi się rozmaitymi konwencjami, śmiało wchodzi w gry słowne (brzmieniowe, znaczeniowe), zachęca nas do poetyckich kalamburów. I choć niektóre wiersze stawiają poprzeczkę naprawdę wysoko, to przemierzanie tych niezwykłych przestrzeni jawi się jako najlepsza rozrywka. Która jednak przynosi tylko chwilową radość, wszak skrywająca się między słowami prawda najczęściej boli.

Kinga Młynarska

Wierszem w czas pandemii

Wytrych – Wolna inicjatywa Artystyczna
przygotowała numer specjalny
będący zapisem czasu pandemii.

146 artystycznych infekcji.

Zawiera nowy wiersz Kasperowicza:
Tuż przy ściankach” – strona 68.

 

Aby przeczytać, kliknij w obrazek.

Stoner Polski

W piątym numerze opublikowano dwa wiersze klasyczne:

  • Wewnętrzne sztuki walki z bielmem
  • Zespół jelita drażliwego

Oraz cztery wiersze multimedialne:

  • Kamień szachrajski
  • Zakręt obręczy
  • Torebka genezy
  • Proces niszczenia głównego organu

Stoner

Antologia metapoezji

Antologia metapoezji według Piotra Szreniawskiego

Antologia Poetów Polskich 2018

„Dziś coraz częściej minimalizm przekazu przedkładany jest ponad jego znaczenie, a współczynniki reakcji zwyciężają z zasadnością, wartością i formą komunikatu. Słowo pisane w wielu obszarach zostało zdewaluowane do miana „contentu”, czyli po prostu „zawartości”. Takie warunki stanowią niezwykle jałową glebę dla rozwoju literatury pięknej…

Jednak nasza poezja żyje i zawdzięcza to (…) literatom, którzy pielęgnują zarówno swoją wrażliwość, jak i umiejętność trafnego opisywania wynikających z niej przeżyć. Poetom spostrzegawczym i cierpliwym, pracowitym, pokornym i rozważnym; piszącym między wersami oraz czytającym między zdarzeniami i przestrzeniami.”

Filip G.A.Wrocławski

„Antologia Poetów Polskich 2018”
ISBN 978-83-63143-61-9
Wydawnictwo Pisarze.pl
ul. Mostowa 2/4
00-260 Warszawa
tel. 796-336-457
Warszawa, 2019
oprawa: twarda
liczba autorów: 92
stron: 470
Copyright ⓒ Wydawnictwo Pisarze.pl

Skład: Grażyna i Dariusz Wasilewscy
Korekta: Marzena Kłos
Opracowanie redakcyjne oraz projekt okładki: Filip G.A.Wrocławski

 

W antologii opublikowano pięć wierszy z tomiku „BULDOŻERY ELOKWENCJI”:

1. Uroda czarnego wągra
2. Inżynierowie dusz
3. Zapylanie kalectwem ducha
4. Ustawiczny tok
5. Podosobowość rodzinna

Polskie Radio Koszalin prezentuje

Program: Polskie Radio Koszalin
Audycja: Kulturalna Sobota
Lektorzy: Beata Piocha i Adrian Adamowicz

Prezentowane utwory:
1. „Imaginacja w piwnicy makrokosmosu”
2. „Czopek wiedzy ogólnej”
3. „W biedzie immunizacji”
4. „Tucz w strefie wykluczenia”
5. „Brillant mélange de personnes”
6. „Kraina roztoczków”
7. „Uroda czarnego wągra”
8. „Smugi sztucznego światła”
9. „Syndrom ucieczki”

SZEŚĆ WIERSZY POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Poezja Dźwiękowa

Wywiad z Piotrem Kasperowiczem na stronie Poezji Dźwiękowej

aby przeczytać, kliknij w obrazek

Kuźnia Literacka

Kuźnia Literacka opublikowała aż jedenaście wierszy z tomiku „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

aby przeczytać, kliknij w obrazek

BULDOŻERY ELOKWENCJI – tomik

Pierwszy śmiercionośnie humorystyczny tomik w dorobku autora. Trzeźwo surrealistyczna recenzja świata współczesnego. Kompleksowa diagnoza ludzkich poczynań prowadząca do rozpadu osłonek włókien nerwowych. Opowieść o sercu, którym już wszyscy wytarli sobie pragęby, mordy
i wszystkie inne dostępne otwory bezpodstawnie żywego organizmu.

 

„Buldożery elokwencji”
ISBN 978-83-950092-0-4
Fotografie oraz opracowanie graficzne: Piotr Kasperowicz
Wydawnictwo Obraz Dnia
ul. Traugutta 20/20
30-549 Kraków
tel. 506-516-444
Kraków, 2018
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

 

Poezja, jakiej zdecydowanie nie spodziewacie się w naszym klimakterium.
Wesoła, niby klaun po tomografii całego ciała dmuchanym bejsbolem.
Wyrozumiała, jak psychiatra zostawiający pacjenta na dnie basenu z piłeczkami, aby skruszał. Bezpardonowa, na wzór kwoki wysiadującej jaja Fabergé. Niewiarygodna, niczym wpływ propagandy na miąższość mózgu.

Zalegniecie pokłosiem z rozbawienia, lekko zrozpaczeni odczuwalną autentycznością. Z pozrywanych boków wyjątrzy się czas rzeczywisty,
z dość metalicznym posmakiem od endoskopii uczynionej ironią. Absurd onieśmieli pewność myślenia, porzucając neurony w rześkim obłędzie. Tak pobudzone czynności bioelektryczne nawet zapragną jeszcze więcej.

Twarda, szyta nićmi oprawa o głębi i połysku najlepiej wypolerowanej karoserii. Ciekawa ornamentacja graficzna wzbogacona o tematyczne piktogramy.  Ilość stron: 82. W zawartości 59 wierszy, z czego aż 46 nigdy wcześniej niepublikowanych!  Fotografie kolorowe w formie albumowej. Tomik dostępny w sprzedaży bardzo detalicznej.


Recenzje/impresje:

Wiersze Piotra Kasperowicza mówią o rzeczywistości, ale nic tu nie jest oczywiste. Żadnych szablonów, utartych zwrotów. Praktycznie pozbawione liryzmu, surowe, ale nie ascetyczne, momentami dyskursywne, wykorzystują nagromadzenia obrazów, gry słowne i zabawy frazeologizmami.

Znajdziemy w nich słownictwo z niemal wszystkich dziedzin, z terminologią naukową, na której bazuje specyficzna metaforyka. Znajdziemy wersy aż gęste od niekiedy zawiłych zdań, a wszystko z lekką domieszką ironii, wyrażające trudne prawdy o współczesnym człowieku, jego poziomie intelektualnym i systemie wartości.

Ważnym motywem jest tu myślenie i poznanie na wielu poziomach abstrakcji. Człowiek jako ogniwo uniwersum poddany działaniu nieopatrzności, imaginacji czy absolutu, próbuje rozpoznać świat w skali makro. Pokonać ograniczenia i skonfrontować zdolności przetrwania z innymi istotami. Znakiem naszych czasów jest tu kurcząca się wiedza ogólna, obcisły horyzont blokujący jej przyswajanie. Króluje więc ignorancja, a jednym z mechanizmów obronnych wobec zakłóconych relacji komunikacji staje się izolacja.

Ludzie utuczeni kulturą masową, indoktrynowani, unifikowani, zarażeni konsumpcjonizmem, pozbawieni własnych poglądów i wyobraźni przypominają Różewiczowski obraz rury kanalizacyjnej, czego dosadnym potwierdzeniem jest obrazek rodzajowy z życia blokersów, w którym określenia subkulturowe ironicznie gryzą się z francuskojęzycznym tytułem.

Znajdziemy w tych wierszach również słowotwórcze zabawy tematem roztoczy, sugerujące bardzo fizjologiczny, a nawet utylitarny powrót do natury. Wplątanie kosmetyki i dermatologii w świat człowieka, podkreślające jego fiksacje na punkcie wyglądu. Znajdziemy gorzką wizję świata pod kloszem, powielanych ról społecznych. Świata, w którym trudno wyjść na życiową prostą.

Beata Piocha

 

Piotr Kasperowicz bawi się poezją. Bawi się językiem, gramatyką, semantyką. Jednak co najważniejsze – nie tylko on czerpię frajdę z tych igraszek, ale i zaangażowany czytelnik daje się porwać temu literackiemu szaleństwu.

Zacznijmy od tego, co robi pierwsze wrażenie. A więc okładka i ilustracje, które rzucają się w oczy przy kartkowaniu zbioru – jakieś dziwne maszyny, elementy konstrukcji. To rzeczy, które nie mają w sobie absolutnie niczego poetyckiego. A jednak podczas lektury wcale nie budzą naszych zastrzeżeń. Po drugie – tytuły (zbioru i wierszy). One też raczej nie kojarzą się z lirycznymi wynurzeniami typowego podmiotu (np. „Uroda czarnego wągra”). I tak, docieramy do sedna. Otóż „Buldożery elokwencji” to tom na wskroś przewrotny, który swoją oryginalną poetyką bierze nas z zaskoczenia, czasem wytrąca ze strefy komfortu, zadziwia, może niektórych zszokuje, wielu z pewnością zachwyci.

Podmiot Kasperowicza operuje technicznym, fachowym słownictwem, z kilku różnych dziedzin, oraz mową potoczną. Wiele wierszy jest niczym schemat działania jakiegoś przyrządu czy wielkiej machiny, jak instrukcja obsługi, definicja rodem z leksykonu lub choćby zapis specjalisty dotyczący obserwacji pewnego obiektu.

W tych oryginalnych utworach jednak chodzi o coś więcej niż wskazanie na działanie małych trybików, na ścieżki, po których poruszają się dane elementy itp. Bo poza wszystkimi tymi układami Kasperowicz dotyka także kwestii delikatnych, intymnych, skomplikowanych. Właściwych ludziom. W tym miejscu zapewne każdy pomyśli – czy to aby nie człowiek kryje się pod tymi zaskakującymi metaforami? Z pewnością, choć nie tylko i nie zawsze (mowa tu m.in. o przedmiotach codziennego użytku), jednak zwykle mają bezpośredni związek z człowiekiem (i wszelkimi jego luźnymi treściami). Wiersze Kasperowicza są wielowymiarowe, a więc w jednym tekście czytelnik może odnaleźć nawet kilka opowieści – to już zależy od naszej interpretacji, fantazji, wrażliwości, kompetencji czytelniczych.

Niejednokrotnie możemy przejrzeć się w tych wierszach, choć przecież na podstawowym poziomie wcale nie są o nas. Bo co takiego może łączyć nas np. z rupieciową krową? Wiele razy z pewnością niejeden z czytelników uśmieje się pod nosem, do momentu aż nie przyjdzie refleksja. Bo tak właśnie działają „Buldożery elokwencji” – wszystko idzie sprawnie i według planu, aż tu Kasperowicz psuje całą „zabawę w życie” wskazując na drobne usterki, a nierzadko i wadliwą całą konstrukcję. I przychodzi moment na zastanowienie się. A poeta zauważa bardzo dużo nie do końca właściwie działających rzeczy, po cichu kpi z prowizorek, z używania czegoś bez czytania instrukcji (mam tu na myśli m.in. konsumpcjonizm, snobizm itp.).

Jestem przekonana, że to właśnie ta nietypowa forma, „niepoetycka poetyka” sprawiają, że nasza czytelnicza czujność zostaje postawiona w stan gotowości i z wielką uwagą wczytujemy się w słowa Kasperowicza. One może trochę bawią, trochę wydają się dziwaczne, ale w tym szaleństwie jest metoda. Ostatecznie robią robotę. Chcąc nie chcąc wizualizujemy sobie te osobliwe obrazy, jakie przed nam kreśli poeta. A wtedy doskonale widać, że coś tu nie gra, że jednak trzeba poszukać głębiej – przede wszystkim w nas samych.

Bardzo lubię inteligentny humor, ciekawy koncept i wszelkie odwołania (pop)kulturowe – w „Buldożerach” mam to wszystko i to na jakim poziomie! Jest tu ślizganie się po słowach, ich wzajemne przenikanie się, gra skojarzeń, jest opowiadaniem nieoczywistym obrazem, jest też prowokacja, są aluzje, literackie uszczypliwości, zabawne (celowe) przejęzyczenia, groteska, a i to nie wszystko.

„Buldożery” to swego rodzaju liryczna satyra. Kasperowicz świetnie portretuje ludzi oraz ich słabostki (szczególnie wrażliwy jest na kwestie ignorancji, głupoty i fałszu). Mówi o współczesnym świecie, komentuje sytuację społeczno-polityczną, w zasadzie bierze na tapet niemal każdą sferę życia. Pochyla się nad różnymi rodzajami relacji międzyludzkich. Nie pomija też dzisiejszych sposobów komunikacji, wskazując na kwestie językowe. I jakże jest wnikliwy w swoich obserwacjach, jakże uniwersalny w swoich stwierdzeniach.

Kasperowicz to „mechanik słowa”, inżynier dusz. Spod jego pióra wychodzą niebanalne liryczne rysunki techniczne – konstrukcje, modele, schematy – kreślone jednak drżącą ręką, ujawniającą wrażliwość poety.

Kinga Młynarska

 

Spójrzcie na okładkę tego tomiku. Ona „rymuje się” nie tylko z wierszami zbioru, ale też z tytułem książki. Nie mogłem nigdzie znaleźć bibliografii książkowej Piotra Kasperowicza, domyślam się więc, że ta książka to jego pierwszy tomik. Ale niczego tu nie nazywałbym debiutem, bo Kasperowicz jest artystą totalnym. W literackich i artystycznych iwentach różnego typu brał aktywny udział. Sztuka – w wielu swoich gatunkach – to eldorado Kasperowicza. Sam stwierdza, że specjalizuje się w nurcie poezji audiowizualnej, tak więc symbioza, a być może nawet eklektyzm czy „komitywa sztuk” to jego osobliwy „totalitaryzm”. Oby były z tego trwałe owoce.

Na razie trzymam w ręku ten tomik, którego lektura kosztowała mnie nieco zdrowia. A to dlatego, że przeżywałem wahania na „tak” i na „nie”. Kasperowicz należy do tych luzaków, którzy po pierwsze są pewni własnej oryginalności, a po drugie bardzo chcą być nieszablonowi. To mu się udaje.

Zabrałem się więc do lektury z zainteresowaniem, ale też dystansem, bo niejedno takie dziecko-kwiat widziałem. No i co? No i to, że buldożer elokwencji rzeczywiście tu wiedzie prym.

Trzeba przyznać, że dykcja tych wierszy jest na swój sposób niepowtarzalna. Ciężko to się czyta… Jednak z drugiej strony […] mówi o sprawach ważnych. To nie jest baju-baju, pitu-pitu. Kasperowicz ma swoje poglądy, przemyślenia, morały. I teraz w sumie sam nie wiem: czy on „przebełkotał” tę swoją dykcję, czy też mamy do czynienia z językiem do którego musimy się przyzwyczaić.

[…] czyli wiem, czuję, że Kasperowicz mówi o czymś dla niego istotnym, tylko nie umiem ci, czytelniku, powiedzieć, o czym. Jednak czuję w sobie jakiś szlaban, by powiedzieć: bełkot! To trochę tak, jak dawnymi czasy czytano na przykład Jasieńskiego czy Karpowicza. „Nowe języki” muszą się oswoić.

Bez wątpienia elokwencja Kasperowicza jest osobliwa, ale jej buldożery mielą nas na papkę. Co z tego ostatecznie wyniknie? Nie mam pojęcia, jednak ostrzegam, że rzucenie tym tomikiem o ścianę byłoby reakcją pochopną. Tym bardziej, że jest on wypasiony edytorsko.

Zostawiam was z moją klęską po tej lekturze, której nie połknąłem z sukcesem. Ale ten tomik jeszcze jakiś czas będzie leżał na moim biurku i będę się z nim droczył, a raczej pocił. Gdyby mnie olśniło, napiszę nie recenzyjkę, a esej. Tak mi dopomóż własna inteligencjo!

Leszek Żuliński
Gazeta Kulturalna publikuje pełną recenzję

 

Widać, że pozycja jest przemyślana od początku do końca, że autor jest dojrzały pisarsko, pewny swojego stylu operowania słowem. Dlatego utwory swoją budową i treścią angażują czytelnika do wytężonego skupienia. A nawet ogarnięcia tego słownego chaosu, w jednolitą całość (tu nie obeszło się bez słownika wyrazów obcych), bo teksty, nie dość że są poszarpane, dodatkowo bazują na kontrastach, niedomówieniach i wyszukanym słownictwie. Myślę, że ten zabieg autor stosuje po to, by pokazać symbiotyczność naszej egzystencji i jednoczesne absurdy wynikające z tej symbiozy. Przy tym nie mam wątpliwości, że te wiersze są o nas i reszcie świata. Bezlitośnie dekonspirują, przy tym bezpardonowo, a nawet nachalnie obnażają nasze wady.

Swoją formą, jak ten tytułowy buldożer, rozwalają, pozostawiają ruiny i zgliszcza. Albo tylko lekkim szturchnięciem przebudzają czytelnika. Jedno jest pewne, nie pozostawiają obojętnym, skłaniają do refleksji nad różnorodnością kontrastów, w tym piękna i brzydoty naszego otoczenia, zachowania, czy naszego w nim chaotycznego egzystowania na wszystkich jego polach. Tu przytoczę w całości wiersz, który jest jednym z delikatniejszych w treści i wymowie, ale zagrał na mojej wrażliwej strunie jak żaden inny – „Partnerstwo dla nakładu”.

Nie jest to pozycja dla każdego. Smakosze poezji tylko łatwej, lekkiej i przyjemnej nie znajdą jej w tym tomie, a zawartość tego słoika może nie przypaść im do gustu. Ale czytelnikowi ambitnemu, poszukującemu, który lubi poszerzać horyzonty i owszem. Tak jak mnie, osobie lubiącej poezję łatwą, lekką i przyjemną, jednak niestroniącej od ambitnych strof i poszukującej nowych kierunków, naprawdę zasmakowała. Po za tym, no cóż… Świetna książka poetycka i polecam.

Anna Ewa Klimowicz

 

W zgrzytliwym i rozpadającym się tekście Kasperowicza napotykamy na przytłaczającą wizję, w której „potęga smaku” okazuje się nie aż tak potężna – opuszcza ona swoją gardę i wpuszcza niszczycielski ferment we własne szeregi. Potwór kultury popularnej zagląda z bezczelną ciekawością do wieży z kości słoniowej; z jej wnętrza coraz donośniej słychać basowe dudnienie nowoczesności. Ten odgłos zwiastuje śmierć szyku i narodziny szokującej banalności czy też banalności szoku.

Niestety, refleksja twórcy jest równie banalna, bez względu na wykwintność sztafażu, w którym jest przemycana. Jest ona zaklęta w tekście, który wydaje się upiorną powtórką z upiornego wiersza Herberta zatytułowanego „Pan Cogito o muzyce pop”.

Być może jednak można znaleźć w wierszu Kasperowicza coś intrygującego, nieoczywistego? Może tak, ale w tym celu trzeba byłoby rozegrać ten utwór przeciwko niemu samemu – ocalić go poprzez dostawienie cudzysłowu, który pozwoli zauważyć, że w każdej homeopatii (szczególnie w domowej homeopatii konserwatysty) znajduje się dawka trucizny. Jest wtedy szansa na to, że nieprzepuszczalna powłoka pęknie, a delikatne uchylenie drzwi będzie nie tyle aktem gościnności wobec monstrum, co raczej otwarciem okna i przewietrzeniem pokoju, by zacytować tu napisany niemal trzydzieści lat temu słynny wiersz pewnego poety-barbarzyńcy.

Antoni Zając o wierszu „Upusty wykwintności w koniugacji”


Helikopter

W numerze sześć wierszy:

Helikopter

Obszary Przepisane

W numerze trzy wiersze:

Obszary

Our Poetry Archive wydanie sierpniowe

OPA 2017

Our Poetry Archive edycja europejska

OPA2

POEZJA PĘKŁA (w zamrażarce) – tomik

Tomik poezji współczesnej z nowatorskimi w formie wierszami bez żadnych zbędnych kompromisów dla świeżej treści. Zadziorna, buńczuczna i obrazoburcza wrażliwość świeżo wyjęta z lodówki. Człowieczeństwo zamiecione pod dywan wrzuca w bieg cykliczności. Wekuje zabobony. Przeklina cykl serca i świata. Walcząc z ludzką materią i przyciskając głowę do ziemi, motyle zdechły w gazie musztardowym na wewnętrznym placu boju.
Okładaka mała

 

”Poezja pękła (w zamrażarce)”
ISBN 978-83-7606-631-8
Fotografie: Piotr Kasperowicz
Wydawnictwo Miniatura
ul. Barska 13/1
30-307 Kraków
tel. 12 267-10-39
Kraków, 2015
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

Obszerne, kolorowe wydawnictwo z dużą ilością zdjęć. Ręcznie robione egzemplarze w starym, dobrym stylu. Twarda oprawa obleczona klasycznym materiałem. Ilość stron: 80. Książka do zamówienia pocztą lub telefonicznie w Głównej Księgarni Naukowej im. B. Prusa, także dostępna u wydawcy: miniatura[at]autograf.pl ewentualnie u autora: kasperl[at]tlen.pl

PP ban1

PP ban3

PP ban4a

PP ban2a


Recenzje/impresje:

Najnowszy tom wierszy Piotr Kasperowicza pt. „Poezja pękła” wyrasta z grzęzawisk miejskich ulic, cieni rzucanych przez bloki mieszkalne; trzyma się jego fraza blisko ziemi i ludzi, albo inaczej, po prostu, blisko stworzenia wszelkiego i idei niesionych przez sztandary tego świata. Opowieść snuje się dokoła człowieczej kondycji, dociera do trzewi istnienia, ale nie chce być opiniotwórcza, raczej dyskretnie zagląda do okien, uchyla zamknięte drzwi (drzwi właśnie, są motywem przewodnim świetnych fotografii w środku książki), nasłuchuje, notuje, przygląda się, kiwa głową (czasami ze zdumienia), ale przede wszystkim zdaje relacje z istnienia, unaocznia mankamenty i daje do myślenia. Jakie płyną wnioski z tej opowieści? Raczej niewesołe, oto: „Wrak człowieka doholowano do ostatniego portu jeźni / zacumowano obojętnie przy brzegu…”. Piotr dostrzega to, czym wciąż jesteśmy epatowani przez środki masowego przekazu, przetwarza przez pryzmat swojej jaźni, a więc: rozkład, zmęczenie formą, znużenie i, coraz częściej niestety, brak treści, albo w najlepszym wypadku, jej miałkość, bezsensowna powtarzalność.

Tom wierszy „Poezja pękła”, można traktować tylko jako całość, konceptualną jedność, gdyż mówi o tym samym, czasem językiem buntu, sprzeciwu wobec takiej jakości świata i egzystencji pozbawionej cech, coraz bardziej dla nas egzotycznych, jak: wrażliwość, delikatność, bezinteresowność. I nie ma w tym za grosz przesady.

Niezwykła jest u Piotra intuicja z której bierze się diagnoza, tak bezceremonialna i trafna. To dzięki intuicji i zmysłowi przenikliwej obserwacji można odkryć rzeczy, niby tak proste jak, na przykład:
Na tej samej stronie wojna i reklamy
próby szczęścia w pewnym sensie
.

Sztuka mówienia o rzeczywistości zawsze jest naznaczona naszą subiektywną sumą doświadczeń. W przypadku tych wierszy, czuję podskórnie, że autor wznosi się wyżej, ponad tzw. oczywistość, dając nam do zrozumienia, iż z wysokości widać lepiej i zwiększa się szansa na szeroko rozumianą obiektywność. Piotr Kasperowicz podróżuje już nie w sferze kosmicznej, czy astralnej, jak to było w przypadku poprzedniego tomu wierszy, lecz wbiega pomiędzy nas, zagląda tu i ówdzie i metodą starą jak świat, próbuje objąć to co widzi i czuje, klamrą liryki.

Amerykański pisarz i eksperymentator Aldous Huxley, pisał ponad pół wieku temu: „Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi wyrastają drzwi„. Brzmi to jak sentencja i doskonale pasuje do wierszy Piotra. Dodajmy – nad wyraz ciekawych wierszy.

Jacek Masłowski

 

Kolejny tomik poezji Piotra Kasprowicza zatytułowany podwójnie „Poezja pękła w zamrażarce”, albo „Poezja piękna w zamrażarce” jest równie dowcipny co przewrotny /myślę o tytule/. Można Piotra Kasperowicza nazwać poetą jednego, pospiesznego zdania, ale nie zdania prostego, przeciwnie, poetą mocno skomplikowanego zdania złożonego, nasyconego naukową wprost nomenklaturą, które dla czytelnika jest podane jakby w biegu po stromych schodach, do góry lub w dół, w zależności od nastroju wiersza. Słowa zachodzą jedno na drugie jak idealne zębatki w szwajcarskim zegarku, połączone uściskiem treści, bez przerw i łączników. Brak wyraźnego podmiotu lirycznego, poglądy wyrażone są jakby obok autora, wypływają z kosmicznej pamięci doświadczeń pokoleń /w większości z doświadczeń złych i bolesnych/.

Duża intensywność” – wybrany wiersz stanowi jedno zdanie, które zaczyna się dużą literą i kończy kropką. Wypowiedziane jednym tchem. Trzeba wyobraźni, aby wszystkie zawarte procesy, obrazy prześledzić i dojść do symboliki węża zjadającego ogon, który jest mi znajomy od dzieciństwa z wizerunku w byłej synagodze /obecnie biblioteka/ i z przesłania, które niesie. A później już fizjologiczna nicość? Proces fermentacji? To my? Przedtem, teraz i potem? Zjada nas czas i rozkład?

Czy Kasprowicz neguje wszystko? Słusznie rozczarowany bytem, teraźniejszością, błędami człowieka, czy tajemniczego fatum wrodzonego genetycznie /wypędzenie z raju/ i do tego raju dążącego przez setki pokoleń nieustannie, na przekór wojnom, głupocie, polityce, chorobom i setkom poślizgów życiowych. Kasperowicz pyta, czy człowiek jest „kowalem swojego losu” czy rządzi nami przypadek i zła wola /nasza zła wola/.

A wiersze skomplikowane, odbiegające od norm przyjętych, być może to forma poezji przyszłości. Autor sypie piaskiem słów prosto w oczy, to boli i piecze, z początku niewiele widać, ale po chwili trzeba autorowi przyznać rację, oceniając zawartość tomiku. Zadziwia skondensowany język, w którym są słowa niezbędne jako nośnik negacji, drgające szybkim rytmem niecierpliwości współczesnych przekaźników informacji i niespotykanych dawniej wydarzeń. /Może jest to kontynuacja stylu Rafała Wojaczka, Edwarda Stachury czy Kazimierza Ratonia?/.

Komórka pamięci

Rozniecasz płomienia
krocząc aleją wiszących gaśnic
zorganizowany jak terrorysta
z poprawką na szaleństwo
zaniedbujesz komórki pamięci/…/

Połowa wiersza, połowa zdania. W tych krótkich utworach należy cytować całość, inaczej tracimy sens wypowiedzi, jakże ironicznej do bólu i skondensowanej jak tłok na naszych drogach i przesyt informacji na łączach wszystkowiedzących światłowodów, które oplatają świat uściskiem zbyt mocnym i nigdy nas z niego nie uwolnią. Jesteśmy w sieci, spętani, poddani i nie wiemy co dalej…

Szum tła” – autor nie usiłuje udawać, że nie podoba mu się w tej prowincjonalnej galaktyce, w lewym ramieniu Oriona, na planecie Ziemia. Zauważam też, że nie podoba się autorowi odległa przeszłość, znajoma teraźniejszość jak i przyszłość do której nieustannie podążamy. Autor z uporem prząśniczki /kto dziś wie, co to znaczy/ snuje nić niedobrych przepowiedni, które o wiele wcześniej przedstawił mistrzowską techniką olejną /na płycie laminowanej/ znakomity artysta – Zdzisław Beksiński /z bliskiego mi Sanoka/. Nie stosował upiększeń dla swoich wizji. Uszkodzone wieże uniesione ponad Ziemią, tajemnicze tablice /jakby Dekalog/ zawieszone w przestrzeni, idealnie oddane anatomicznie ciała splecione w nieskończoność – pozbawione skóry, włosów, oczu, w pozycji embrionalnej mogą sugerować, że zanim się zaczniemy – mamy gwarancję końca.

Wizje te są przerażające i już się stają, kiedy popieleje w kłamstwie i przemocy świat. Możemy się obudzić /oby nie!/ jak w starożytnych Pompejach w antycznym bezruchu /wiersz Mieczysława. A. Łypa/, chociaż przyczyna bezruchu zupełnie inna, ale obraz może być identyczny. Smutne konkluzje i prawie przerażające. Katastrofizm? To też podkreśla słowem Kasperowicz, ale jeszcze walczy o ten świat i o idealnego człowieka, który potrafi zmienić siebie i nas teraźniejszych i nas przyszłych! Czy Kasperowicz chce nam dać zadanie ulepszenia tej rzeczywistości, której jest uczestnikiem i bacznym obserwatorem? Kasperowicz kpi, ale z goryczą piołunu. Świat jakby krępował mocne ego poety. Widać to po niecierpliwym drganiu słów. Skąd u młodego, wykształconego człowieka aż taki zmysł obserwacji negatywnych, czy żalu za „rozlanym mlekiem zdarzeń”? Może i to i to, pewności nie ma. I dobrze! Jest oczekiwanie – co dalej z twórczością Piotra Kasperowicza i przyszłością świata, naszej maleńkiej planety pełnej życia, jednak na obrzeżach pędzących /dokądś/ galaktyk.

Czy zrozumiemy tę trudną poezję, splot myśli wykraczający poza wyobraźnię i lokujący się na wyżynach podświadomości? Więcej tu pytań niż odpowiedzi. Nie ma nic pewnego na tej planecie. Piszę te słowa po poważnym trzęsieniu Ziemi we Włoszech /24.08.2016/. Wokół bezsensowne wojny, terrorystyczne zamachy i różnego rodzaju tragedie pojedyncze, śmierć dzieci etc. Największą tragedią jest niepotrzebna śmierć choćby jednego człowieka. Poeta Wilhelm Przeczek z Zaolzia pisał: Kiedy umiera poeta, umiera świat. Nie ma odpowiedzi jak temu zapobiec, jak uniknąć. I po co cały trud życia?

Jednak mamy w sobie mocny pierwiastek /boski?/ chęci życia i nikt i nic nie może go zniweczyć. Chcemy żyć mimo lat, starości, chorób i przeciwności losu, które codziennie stają przed nami jak „kosy na sztorc”. Jest jednak maleńki dodatek niezbędnego i w życiu i w poezji. Wzmianka o miłości, bez której świat nie znaczyłby nic. Otóż w wierszu „Dominus iesus” pośród wymienionych wielu wad i nazw reżimów znajduję: /…/ nie wolno kochać inaczej, nie wolno kochać tak samo/…/, ale już w wierszu „Fundacje pomocy miłości” mamy zniewalające stwierdzenie: /…/ fundacje pomocy miłości wysyłające transporty humanitarne z bronią /…/. Nic dodać, nic ująć patrząc na wojny, które toczą się tu i teraz! „Okazy gniewu” – czy jest droga wyjścia? Którymi drzwiami? Kogo wybrać na przewodnika?

Tomik zdobią i jednocześnie łagodzą artystyczne ujęcia wielu drzwi /doliczyłam się dwudziestu/. Autor jest wybrednym koneserem sztuki. Z licznych podróży przywiózł wiele mówiące, fotografie drzwi zabytkowych meczetów, czy synagog. Drzwi to przejście, wejście lub wyjście i tajemnica. Tylko jedne drzwi są uchylone z widokiem na przyjazną zieleń ogrodu i prześwity słońca. Wszystkie drzwi urokliwe, osadzone w grubych, wiekowych murach, z delikatną, przedwieczną ornamentyką, szczelnie zamknięte. Czy sugerują tajemniczą osobowość autora, czy przesłanie, że mimo naszej wiedzy, wiele drzwi poznania prawd o świecie i człowieku jest jeszcze zamkniętych. Szczególnie do dobra w człowieku, a co za tym idzie do dobrego świata dla nas wszystkich. Minie wiele pokoleń zanim niektóre drzwi zostaną uchylone. Drzwi – to piękna, klasyczna symbolika mądrości, cierpliwości, nagrody. I pewno w tym celu uporczywie i z radością żyjemy i jesteśmy, nie mając wyboru światów, inteligencji i odległych galaktyk, gdzie niekoniecznie musi być lepiej.

W całości cytuję wiersz, który odbieram jako podsumowanie tomiku:

„Na wypadek skutków”

Za progiem ignorancji
za niezbyt urodziwymi drzwiami fałszu
moglibyśmy trwać w scenografii walki
na festyn uzbrojenia zaprosić duchownego
i szlachetne organizacje społeczne
na wypadek skutków
pogardy wobec człowieczeństwa.

Trudna to twórczość i jednocześnie prawdziwie i mocno akcentująca wszystko co powinno się w nas poprawić, naprawić, zmienić, aby świat nie uwierał nikogo i pozwolił żyć pełnią życia a jednocześnie zapewniał rozwój i bezpieczeństwo. Daleka droga…

Zdzisława Górska

 

Wiersze zawarte w tomiku „Poezja pękła” nie głaszczą, nie śpiewają kołysanek, a grzmią wszerz i wzdłuż jak trąby jerychońskie przed murem z betonu.

Podmiot liryczny, nie prosi, nie kadzi, nie przymila się uniżenie, ale wali pałą pomiędzy oczy, aby w oborze trzoda przestała: „…muczeć i stać…”  bezwolnie w gnojówce po pachy, po szyję, po łeb zakuty.

Niezwykła wrażliwość poety, wytoczyła oręż pióra przed szczątkową wrażliwość, aby ożywić świat na pół martwy, aby zazielenić drzewa. W mniejszości wierzy, że moc słowa ocali ludzkość od błędów wynikających z braku świadomego istnienia, a paradoksalnie wątpi w oręż poezji, o czym pisze w jednym z wierszy: „ubito pegaza„. Kolejna prawda, która kłuje w oczy smutną refleksją, że obecnie mniej są rozpowszechniane pieśni poezji, a bardziej popularne jest disco polo.

Moda na soczystą wołowinę w czekoladzie , w ślepym zaułku utkwiło zdziwienie – to płacz dziecka, który prosi o prosty chleb życia, zgodnie z ideologią człowieczeństwa.

Poeta w poczuciu misji ocalenia ludzkości, słowami manifestuje niezgodę na rzeczywisty stan rzeczy, w którym brak jest mądrości, miłości – podmiotu naszej drogi.

Zawdzięczając takim poetom, świat jeszcze istnieje, choć kolibie się na skalnej krawędzi. Czy zdoła Piotr zatrzymać czerwoną chorągiewką owczy pęd ku przepaści, gdy wieki nie zapobiegły, nie sprostały?

Małgorzata Ortmann

 

Poezja… o ludzkiej materii.

Lektura wierszy skłania do przemyśleń. Czytając poszczególne wiersze ma się wrażenie, jakby człowiek „pękał” od środka, podobnie zresztą, jak momentami, „pęka” język wierszy. Życie – człowiek – świat – dobro walczy ze złem. Zło z dobrem. Przy całej swojej buntowniczości, przy całej swojej jaskrawości, jest to poezja nie pozbawiona liryzmu.

Elżbieta Anna Podleśna

 

Tomik jest nieziemski. Trudny i zmusza do myślenia – jak zawsze odkąd poznaję twórczość autora. Nie jest łatwy w odbiorze. Szokuje i każe dostrzegać głębiny ludzkich zachowań i przekonań. Wywołuje uczucia w nieregularnej skali odczuwania. Prawda naszych zachowań wydaje się słuszna, aż do momentu przeczytania słów poety. Przychodzą takie chwile, które krzyczą jego widzeniem, stając się dramatem dnia codziennego wielu. To, w jaki sposób autor podaje nam swój punkt widzenia i odczuwania, można albo podziwiać albo odrzucić w pierwszym czytaniu. Kasperowicz będzie wielki! Może jeszcze nie dziś, ale będzie!

Alicja Cyran

 

To, co jest pewne odnośnie do autora i zawartości tomu, to język, którym się Piotr Kasperowicz posługuje i charakterystyczny dla niego zabieg tworzenia własnych związków frazeologicznych (jak chociażby: „mróz po pachy”, „elektrociepłownia absurdu”, „pierwiastki rozczarowania”, „maszynka do miękkości”, „gościnny pokój człowieczeństwa”, „mątwy usposobienia”, „sucha frakcja wyrazowa”, „sreberka cykliczności”) oraz słów, które kodują zupełnie inne obrazy, łącząc ze sobą różne rzeczywistości/perspektywy. A świat przedstawiany w „Poezja pękła w zamrażarce” jest światem pozornie spokojnym, rozleniwionym, pięknym. Pod powierzchnią lukru i różnokolorowych farb, uśmiechów i deklaracji uczuć, wiary, dobra i równie dobrych intencji mieszka odraza, ohyda, okrucieństwo i produkty przemiany materii. Piękno kontra piekło. I właśnie w tym momencie widzę, że to „krzesiwo uśmiechu” warto zachować, bo prawdopodobnie na finiszu będzie nam potrzebne.

SOR, czyli szpitalny oddział ratunkowy – odczytywany na nowo jako system ograniczonej radości jest wręcz sztandarowym sposobem pokazującym, jak Piotr Kasperowicz gubi stare znaczenia i na ich podstawie buduje nowe. Wszędzie tam, gdzie pojawia się znany obraz, zostaje on wzbogacony o nowy przekaz. Można czytać go łącznie lub rozłącznie. Autor zawsze pozostawia ten wybór odbiorcy.

Radość jest ograniczona, chociaż mamy podróże, gotowanie i przyrodę. Jednak okazuje się, że wszystkie te przyjemności, człowiek potrafi zniszczyć i obrócić wniwecz. Podróże – zarówno te dalekie, jak i te bliskie, te do wnętrza, i te poza siebie – kształcą i kształtują. Pozwalają nam na zmianę punktu odniesienia, poszerzenie horyzontu widzenia świata. W wersji idealnej w podróży lokuje się potencjał poznawczy, to narzędzie zwiększania tolerancji. Narzędzie przeceniane, bo zamiast transgresji, zamiast chwilowej mitygacji, zamiast negocjowania pozycji „ja” we wszechświecie uwzględniającym różnorodność, ludzie zaczęli podróżować zaraźliwie i zarażająco. Jadą „tam”, by zasiewać siebie i przemieniać „tam” w „tu”. Przy czym na tę chwilę wyjazdu, odpoczynku, oderwania od normy i zwyczaju, zamiast zdejmować maski i oddychać prawdziwą skórą, nakładają ich jeszcze więcej. Oszukują jeszcze bardziej. Ci spragnieni wiedzy, którzy nie wierzą już w bajki okazują się zwykłymi terrorystami, którzy niszczą, wojują i dokonują zmiany. Na gorsze, bo uśmiercającej.

Inne ograniczenia radości wynikają z połączenia gotowania i przyrody w tym specyficznym świecie za drzwiami – to, co wyraźnie wyłania się dla mnie z treści, odczytuję jako głos ekologiczny, rodzaj tęsknoty za… Weganizmem. I chociaż wiem, że Piotr nie jest „wyznawcą kuchni roślinnej”, nadal czytam jego wiersze poprzez pryzmat głosu obrońcy zwierząt. Te odniesienia do szlachtowania, krojenia na żywo bez walenia obuchem wizualizuję w przemyśle mięsnym. Analogie ze światem zwierząt hodowlanych zastanawiają. Czy dochodzi do antropomorfizacji zwierząt, czy autor zauważa pierwiastek człowieka w zwierzęciu? A może zdaje sobie sprawę z tego, że tylko norma kulturowa i tabu stoją na drodze do powtórnego uczynienia jednych ludzi podległych innym ludziom, bo przecież wszyscy jesteśmy zwierzętami – różni nas jedynie gatunek?

Zapiekanie, pieczenie, panierowanie, blanszowanie, gotowanie do miękkości, smażenie, krojenie, wekowanie – każda z tych czynności nie prowadzi do przygotowania czegoś smacznego, czegoś pożywnego. Łączy się natomiast z obrazami mordowania, szlachtowania, znęcania się. Autor pokazuje, że w tym świecie każda znana czynność prowadzi do zaskakującego odkrycia, że wszystko jest zawodem, rozczarowaniem, aż zacina żyły do ścięgien i serca otwiera przez żyły.

Ograniczeniem radości jest także przyroda, którą niszczymy (chronione gatunki roślin ciężko to znoszą). A niszczymy ją wojnami i postępem, a także brakiem refleksji nad wspólnym dobrem, brakiem wyciągania wniosków z przeszłości. Jednak to w pradziejach byli drapieżcy, dziś są tylko senne byty martwo ciągnione, które nie widzą i nie czują. Przyroda i natura konfrontuje się z technologią i uśpieniem – „sztuczne spulchnianie matki natury” i „bierność oddana na śmietnik”. Jednocześnie w przeciwieństwie do tomu „Łoskot drogi mlecznej” nie mamy tu wizji przyszłości. Świat jest leniwym, zawieszonym pomiędzy przeszłością a przyszłością biegiem wydarzeń lub bardziej powolnym marszem, spacerem bez celu. Świat jest przepełniony śmiercią, która jest jedyną prawdą i jedyną nicią, której nie potrafimy wypruć z podszewki natury. To nas łączy i jednoczy: „idea wiecznego powrotu”.

Ludzie udają miłych, uczynnych, chętnych do pomocy. Kłamią jednak, by stworzyć krystaliczny obraz siebie dla innych i dla własnego lepszego samopoczucia. Dziurawe dusze łatają tak, by nikt nie zauważył dziur i przerzedzonej osnowy. Toczą wojny, są nietolerancyjni, nie akceptują siebie, a co dopiero marzyć, by akceptowali jakąkolwiek inność. Zakłamanie i obłuda – tego możesz spodziewać się po otwarciu pięknych drzwi. Tym są drzwi – fasadą, która oddziela cię od „p r a w d y” o drugim człowieku.

Najgorsza jednak i najbardziej nieznośna jest pogarda. Im jej więcej, tym świat staje się oślizgły. Tym bardziej się stacza w otchłań piekła – z piękna do piekła, bo piękno jest kłamstwem powtarzanym, podmalowywanym dla niepoznaki. Czy piękna faktycznie nie ma?

Myśli rozkładają się – tak jak fundamentalne prawdy, wiedza, mądrość i objawienia. Wszystko to dla kogoś innego, nie dla tego, kto poszukuje w życiu czegoś więcej. Pozostaje odór – wiersze Piotra mają potężny potencjał olfaktoryczny. Nie wiem jednak, czy gdyby przedstawione zapachy były nam dostępne, dalibyśmy radę przez treść przebrnąć bez masek gazowych. Wiersze Piotra mimo pojawiania się markowych perfum i „spa” po prostu śmierdzą: wilgocią, śmietniskiem, obornikiem, „gnojówką do komór pompowaną”krwawiącymi truskawkami”, mięsem, wojną, przemocą i rozkładem, wreszcie śmiercią.

Tym razem autor nie przebiera w słowach: „jestem radością – jestem kurwa radością” – powtarza. Bez skrępowania korzysta ze słów powszechnie uważanych za obelżywe. Nie kryguje się, bo poruszane tematy wymagają mocnych określeń, ale wynikają one z niemocy. Jesteśmy o krok od rewolucji, o krok od przebudzenia. „Powstrzymaj rozczarowanie dnia powszedniego w nieheroicznym świecie, który wymaga dużych nakładów na produkcję magii”. Wymaga też pozbywania się części przeszłości. To, co z niej zostaje, to pomówienia. Dlaczego pozbywamy się tej lepszej i bardziej rozumnej części siebie? Skąd gotowość do wsłuchiwania się w „pokojową propagandę kału”?

Ufamy maszynom do produkcji splendoru. Wsłuchujemy się w ich dźwięki. A dźwięki te możemy w wierszach Piotra Kasperowicza usłyszeć. Jesteśmy pomiędzy hukiem a ciszą. Raz świst kul i bomb rozrywa powietrze, innym razem subtelne dźwięki natury napełniają nas spokojem. Znowu huk młotów i pił, a następnie szum morza pozornie obojętnego na człowiecze działania. Znowu krzyki, wrzaski, po czym ciche zawodzenia i śpiewy, modlitwy, wreszcie cisza.

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autorki:
Łucja Lange


O jedno niebo więcej – Desperat-Zine

Opowiadanie O jedno niebo więcej ukazało się właśnie w Desperat-Zine

Aby przeczytać opowiadanie, kliknij w obrazek
ONE

Narodziny – Desperat-Zine

Opowiadanie Narodziny ukazało się na stronie Desperat-Zine

Aby przeczytać opowiadanie, kliknij w obrazek