Powłoki miłości – ilustrowane

Powłoki miłości

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „TERYTORIUM ROZPADU SEKWENCJI”

Porażenia kopary

Mądrość mierzona objętością pyska
ze wskazaniem na siłę zacisku szczęk
dostała w skórę odpowiedź immunologiczną
boska cząsteczka zmutowała gen paszczy
wyjadaczka w umiejętności obycia ryjem
zaznała nikczemnej konsekracji jadaczki
natura ciemnej materii zrobiła swoje pięścią
stan układu zgodności wykazał konflikt
tkanki pyszczydła odstąpiły bez lamentacji
podczas mistrzostw rasowych wymówek
wierzytelności będące efektem nadużyć
ściągnięto regresem z ubezpieczenia
od porażeń kopary jasnością umysłu.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Przemiła aparycja

Boże uśmiechy wybielone octem
i zdeptane boże krówki
chityna to kiepska kryjówka
100% natury
sam ekstrakt
kość słoniowa na dowód śmierci
wokół szyi oraz rąk
zakrywająca blizny
wpięta w uszy i klapy
stojąca na etażerkach
upinająca włosy
oprawiona w skórę z ektodermy
szkoła ludzkiego wdzięku
z odprężonym układem współczulnym
zaraz po odrąbaniu siekaczy.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Szum tła

Wszystkie życzenia poza użytkownikiem
domowe ognisko wymienione na super płaskie
zgaszone pilotem
wężowa wylinka rozciągnięta na szum tła

mątwy usposobienia dopasowane do każdej możliwości
ciecze robocze zgodne z oczekiwaniami tłumu
zarodki w zamrażarce
poruszenia natury stłamszone freonem.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Progresywne błagania rozsądku

Martwo ciągniona dzisiejszego dnia rozciągłość
bytów w senności
tuż po kambryjskiej eksplozji życia
kruchość prawdy
umiarkowanych zdarzeń odległością
bo każda ma swoje wady
na Gondwanie rozumu drapieżcy z pradziejów
miotają truchłem dziewicy matki
wielkie wymieranie dotyka opuszkami erupcji
wybrańców i resztę
terrorystów stężonych w iluzjach zaprzeczeń
budzących cię martwym
obliczając z ilości wariatów na metr kwadratowy
działania destrukcji
czynniki decydujące nieuczynionych zachodów
niezmienne w szczelnej zawiści
wyszarpane kolory przez kogoś wyposażonego w stado
własną miarą rzeczy
sztucznie spulchniona obojętność matki natury
progresywne błagania rozsądku
oddali drogą bierności w woreczku żółciowym
na śmietnik.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”
LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

Kriogeniczna tożsamość

Dwa kriogeniczne serca z ekwipunkiem
wyznaczą horyzont zdarzeń w jedności
rozwieszą aureolę smutku w lunaparku
podniebne toasty na diabelskim młynie
zatrwożą wyrażeniem formy industrialnej
zabłąkane myśli o niskim cieple spalania
poświęcenie przygaszą własnym zastojem
techniczny krzyk w mechanicznym zamęcie
trybów fortuny pastwiących się na miąższu
los znużony kołowaniem dopełni pozwoleń
wyciskania karmy z tożsamości natury
podczas kolizji prawilnych debilizmów.

Niegodziwe formy grzecznościowe

Poranieni polityką zagraniczną osób pierwszych
co można zrobić
mącąc słowa zapieczone w wielkiej pragębie
najprzytulniejsze gniazdo
może przytłoczyć blichtrem puchu
skraj luksusowej kanapy może zaciąć żyły do ścięgien
ewentualnie z natury
mącąc słowa zapieczone w wielkiej pragębie
co można zrobić
poza śmiercią kliniczną mózgu
niegodziwe formy grzecznościowe
na poligonie granic pojmowania
różne części prawdy
a każdą od swojej strony
o dupę rozbić.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Honorowe żelki z gliny dumnie pokryte wydzieliną godności

Żelujesz na ciele włos oślizgłością
idealne gruczoły wydzielają znakomicie
bez pamięci narażonej na szwank o możliwej łatwości
poślizgu honoru na własnej wylince

depczesz człowiecze powietrze bieżnikiem
zamontowano najnowszy z antyludzkim przeciw poślizgiem
musi zawodzić modna wartość z żurnalu
w poczuciu doskonałości na nogach glinianych

niezachwianie prześlizgniesz swą godność
jeśli nawet tak długo nóżki dadzą rady
dumę jednak uszczerbi pusta od wspomnień bez wydzieliny
z natury wykwintna inaczej starość.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

W ramach pustki

Bezsenność jako niebyt na własny koszt
powrót nieoczekujący konkretu
wiary w ludzi sięgającej nieoznaczoności
bezkierunkowość wykreowanych postaci
ich dynamiczny substytut na osobistą wyłączność
ustabilizowany jedynie w świadomości
przemieszczany w ramach pustki
uzbrojonej na wszelki wypadek
w błękitne kule wynaturzeń.

błękitne kule

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

W zaułkach entropii

W zaułkach entropii
artyleryjskie ruszenie ku chwale wścieklizny
ma czelność zbierania datków na rzecz ofiar masochizmu
na ziemi bardziej świętej
przy drzwiach zamkniętych na wszystko
i dobroci poutykanej w rezerwatach
gdzie podziw sczezł na kształt anorektyczki rubensowskiej
a szczęście w trakcie wycofywania wypełniło osierdzie fekaliami
sroga niewdzięczność ignorancji za fanatyzm emocjonalny
jako pozostałość po własnej wielkości
nie mogącej wykroczyć dalej
ze względu na stosunkowo pokojową propagandę kału.

LINK DO ILUSTRACJI
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Kraina roztoczków

Kiedy dookoła roztaczają się roztocza
i nie jest to typowy krajobraz roztoczański
co najwyżej kraina roztoczków pozbawionych toczków
a ty nie masz akurat ochoty włączać ssania
zgodnie z ideologią powrotu do natury
poocieraj się o korę
nakarm swoją farmę złuszczającym się naskórkiem
poczuj przydatność wiedząc
że możesz się do czegoś zużyć
używając nadmiaru siebie wyjdź poza siebie
pomagając sobie w linieniu
niech się przed tobą roztoczą wszystkie warstwy
roztocza je zwiną
porzuć wszelkie troski trwającej chwili pocierania
karalność wykroczenia ocieractwa wciąż nie jest egzekwowana
siłą woli pomiń siły tarcia
dzielnie rozcieraj zrogowaciałe złogi
jako karmiciel roztoczków i rozkruszków
też możesz zostać pasożytem
ewentualnie przykuj się do drzewa.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „BULDOŻERY ELOKWENCJI”

Ostatnia próbka młodości

Obserwuję niebo
na połoninie własnego bytu dziko rosnąca młodość
która nie przychodzi łatwo
bo to już ostatnia próbka młodości
zaśniedziała amnezją chryzografia
w magazynie domu starców dla anachronicznych bogów
co odzyskują miłość z obozów
składowaną bezbożnie płótnem do dołu
i transportują barkami wzdłuż styksu
rozciągłości biegu zazdrości matka natura
jednokolorowe zdjęcia wielu zapomnianych miejsc
gliną zlepione matryce skaz
krwawe strzępy całunu szarpane zrywem ognia
wypalone ziarna pszenicy i srebra
nektar życia miażdżony duchowym głodem nie rozciągnie warg
podniebne wojaże w błękicie niweczy ziemski plan
i czas przebywający krótsze dystanse
przeszłość uwikłana w pamięci okruchy
żeby tylko starczyło siły do jutra.

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Stworzenie na miarę

Czarnoksiężniku
odpuść sobie łagodzenie objawów
mam dla ciebie śmierć
dokładnie taką jak lubisz
zaklęcia
tajemne nalewki
mikstury
daremne
jedynie śmierć stworzono na miarę
twej satysfakcji w udręce
wiem
zrobisz to
jak swego rodzaju antidotum
w podzięce istnienia
ty się sprzeciwisz na taki przepis
trwania niebytu
za życia
złamiesz niepisane zasady
nie mogąc cofnąć uroku
najpotężniej wykroczysz
świętego dnia po życiu
wbrew naturze zgrzeszysz
nie tak jak zawsze
brakiem rozkoszy.