Rozdzielność łączenia względem dzielenia

Taktycznie zaplanowane działania wojenne
w strukturze efemerycznej
rozgrywki na placu boju
zwanym kiedyś placem przyjaźni
puste okrzyki zadymiające
idiotki na wrotki w malutkich mundurach
przeszłość nadużywająca barykad ślepakami rykoszetu
gaz musztardowy nierozcieńczony kiełbasą
okopy chybionych haseł pseudo reklamowych
wzniosłe defilady przemówień erudycji na szpilkach
mowa trawy na podgrzewanej murawie pełnej min
odezwy do narodu po rozgonieniu czołgiem
demagogia na zaciśniętych uszach i kółkach
w imię czegoś ta broń rozszczepionych jąder
skierowana w łącznik pomiędzy
z dzielnikiem w klapie niedołęstwa
do chuja.

 

ENGLISH VERSION HERE
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Wizualne okazanie

Trędowate wiersze
niewidoczne
jak kulturalni ludzie
z objawami
które nie dają wizualnego okazania
rzucone w pustostan
o niezwieńczonym gmachu
mogą umrzeć
w dogodnie wyznaczonym przez lekarza terminie
bez podania medycznie racjonalnych przyczyn
jedynie maszkaron
spektakularnie zakończony gargulcem.

Eskalatory uniesień

Cybernetyczne układy scalone z ludzkich uczuć
a raczej dzikie wysypiska miłości pop
po zaprzestaniu
eskalatory uniesień łączone kątownikiem
wieże triangulacyjne w sieci zachłannej sorpcji odpadków
oczy utrudnione zachodzeniem w stany spoczynku
wolnych przestrzeni sposobem
identyczną w niezmienności pustkę na starej dyskietce znalazłem
po rozmagnesowaniu emocji.

Syndrom osobowości

Całe życie przelane w pustkę
brak widocznych syndromów
hipostaza jednej osobowości
zwrotów nie uwzględniono.

W ramach pustki

Bezsenność jako niebyt na własny koszt
powrót nieoczekujący konkretu
wiary w ludzi sięgającej nieoznaczoności
bezkierunkowość wykreowanych postaci
ich dynamiczny substytut na osobistą wyłączność
ustabilizowany jedynie w świadomości
przemieszczany w ramach pustki
uzbrojonej na wszelki wypadek
w błękitne kule wynaturzeń.

błękitne kule

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Kryzys binarny

Przyzwyczajeni do zera absolutnego
ściśle przyssani do jego krągłości
obmacujemy je chciwie od dołu
a nawet i w środku
przeciskamy się skrzętnie
przez chude oczko
co miesiąc omijając jedynki
zaszyfrowani liczbami
niczym kod zero jedynkowy
dziwimy się na okrągło
kryzysowi trafiającemu w pustkę
poklepujemy zero codzienne po brzuszku
szukając wyrwy w nieskończoności
w kształcie ogniwa łańcucha potrzasku.

Wielka opozycja

Wyeksploatowane oczy
i puste meridiany gwiazd błądzących
triumf zapłonu gruzowiska
w wielkiej opozycji
łuszcząca się rdza
przekserowanych na wojnę oczu
które nie mrugają.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Żadnych gwałtownych ruchów

Żadnych gwałtownych ruchów
szukam pracy przy zakopywaniu ludzi
z pełnym pakietem socjalnym
na cały etat do końca życia
rozbłyski fortuny
to zdecydowanie za mało
wszystko co dalej ściśle zależy od wcześniej
trudno czerpać energię
jedynie po przerwaniu dopływu zgniłości
dziwne inspiracje
po negatywnych wzorcach na jutro
zaczynanie życia
po życiu wczorajszym, które postanowiło zaprzestać
rozbłyski w kryzysie
to zdecydowanie za mało
zapakowałem swój lęk w opakowanie po pustce
jak w trumnie
żadnych gwałtownych ruchów.

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Senne korytarze hipnoz

Obraz zaczął falować po zeżarciu kokonu
lękliwego wojownika na izbie społecznej nadkwasoty serca
śmierć jako forma przetrwalnikowa wykarmiła skorupą potomstwo
przejście wyczekiwanym progiem do którego żeglowała całą flotą jaźni
agonia ponad świadomością przerwana życiem
niczym ekstatyczny dryf sennym korytarzem hipnoz
poczęcie klonów z jałowych komórek na miejscu pustek
repliki humanoidów płodniejsze od matek
bez tolerancji na słodycz mutanty nie czują
smaki rozkoszy u hybryd są sterylne
nielogiczna druga połówka jabłka po skonsumowaniu pierwszej

obraz zaczął falować po przerwaniu dopływu zgniłości.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „OCZY ERY TECHNO”

Na powierzchni głębi

Podskórne implanty na ciele dla świata zapomnianym
nieustający kurs kolizyjny
śmiercionośnej pustki na kolanach
w środku żniw
rozwiane pierze myśli po namaczaniu
odmraża palce do krwi
osobliwie
aurą ogólnego szczęścia
na tle nierozdeptanych śladów bólu
bycie takiej twardości katedry wśród mgieł zgubne pomieszczenia
wyobcowanie na powierzchni głębi
w pobliżu strumieni młodości wiecznej
młodości przeczekiwanie
nieostrożne zamachy wsobnych okrzyków
poddające się presji dobrego wychowania
przerzuty bliskości w połamanych ramionach jutra.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Zimna ryba

Zimna ryba z przedsionka chłodni wpływa do komory zamrażania
w lodówce emocjonalnej najważniejszego z podrobów
szczeliny smaku wypełnione freonem niedosytu
kawior oszrania tętnice uczuć
pomimo zimnej płyty i kilku rzeźb lodowych
główny zmysł na półce w kostkarce
zobojętniały gruntownym przymrozkiem
macha oschle genem pierwszego oddechu
rąbiąc atmosferę kier na radioaktywnym Morzu Barentsa
chłodzone emocje kurczą się bardziej
podszyte firnową taflą z anorektycznego misia polarnego
nie mogąc dystansem rozepchać zamrażalnika
rozrywają łańcuchy od dna metalowej formy
wraz z każdym napoczętym pudełkiem biszkoptów
na pustym opakowaniu po lodach ktoś znowu napisał
arktyka zaprasza
uczulonych na ości w lodowcu zamiast truskawek
tudzież zimne nóżki w rybnej galarecie
ozięble uprasza się na czczo
hodowcy rybików cukrowych
również nie powinni liczyć na żaden upust.

Na czczo

Szczęście na kredyt
w perspektywie nowe źródło bólu
rozcieńczenie w czasie
to takie zabezpieczenie roszczeń opłaty
kiedy zgorzel formy sprzecznej
przesiąka do własnej
za pomocą limfy

ktoś napisał na pustym opakowaniu od lodów
arktyka zaprasza
osoby z kiepską przemianą materii uprasza się
na czczo.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Głuchołazy

Ogień się wzniecił i diabeł już się zbudził
na zgliszczach po tobie
w ruinach nieutraconej pamięci
nie do odzyskania po wyrzuceniu na bruk
trzaski żywiołu na plantacjach zniczy
włóczędzy nie mają nic do stracenia
wypróżnione matryce kochania
przewrotne poczucie dumy sprowadzone do parteru
krzyki negatywów w suterenie egzaltacji
bezpańskie głuchołazy uczuć
kradzione przeźrocza z bezdomnego raju
który przestał być jedynym właściwym.

 

LINK DO ILUSTRACJI
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”