Mieszalnik odstanych marzeń

Pędząc pod ciśnieniem
obijając się o ścianki
w niegodziwym mieszalniku
odstanych chcielibyśmy marzeń.

Błąd w sytuacji

Parafiańskie marzenia niepoparte
za którymi nikt nie stał
doczepiono im niekończące się warkocze żalu
wagonik niewinności za landarą nienawiści
niedostosowane do wymagań
błędy w sytuacji trwania
z nieczynnym prawem jazdy
parkują cały skład automatycznie
bez szacunku dla życia na wolnym biegu
luz wbija się zdecydowanie trudno
ale po latach wskakuje samoistnie.

Kombajn oniryczny z symbologryzarką

Wystąpił błąd

WYSTĄPIŁ BŁĄD
WSZYSTKIE NIEZAPISANE APLIKACJE ZOSTANĄ UTRACONE
POŁĄCZENIE PRZERWANE
BRAK ZASIĘGU

nigdy już adresu nie odnajdziesz
nie na stronie wspólnych marzeń
marzenia nigdy już nie będą
nie obejdziesz zabezpieczeń hasła – nie istnieje

ANULOWANO TWOJE PRAWA
DOSTĘP NIEMOŻLIWY
KONTO ZABLOKOWANE
BRAK SERCA DOSTĘPU

PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ
PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ
PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ
PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ PONÓW PRÓBĘ

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „OCZY ERY TECHNO”

Pod obiciem rogówki

Kim ty jesteś skoro cię nie ma
zatruciem życia na powierzchni komórki
jadzącą się raną z tych które zadaje się tylko raz
bólem fantomowym po stracie kończyny
topografią młodocianych marzeń zabójczą jak Himalaje
uskokiem kontynentalnym serca w geologicznym czasie świata
elementarzem do nauki widzenia w słońcu pisanym nieznanym językiem
zaćmą pod obiciem rogówki u tapicera pomyślności
boleścią niewidomego w punkcie widokowym
niemym świadkiem ludobójstwa na konferencji prasowej
powtarzalnością uroku ciemności utrwaloną najdłużej bez powielacza
kim ty jesteś że tak umiesz.

 
LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Aforyzm wsobny

W magazynie osób mniejszych 10

Ostatecznie, nad podziw rachubom, wszystko zdołało się błyskawicznie zmienić w związku z drobnym faktem, że dwanaście dni temu mogłem przekierować moją linie życia na tamten świat, rozbijając się jedną z luzackich, pomarańczowych bryk, dosłownie i na dobre. Jadę sobie moim wózkiem pełen radości, co nie zdarzało się często i to nie ze względu na szpanersko wystawiony zimny łokieć. Jadę, a raczej mknę do bazy, bo koniec zmiany był bliski, a okazać się mogło, że mój. Pędzę niesiony wiatrem we włosach, obciążony zaledwie jedną skrzynką, do tego wypełnioną jedynie papierem toaletowym, tylko trochę ponad stan. Zasuwam, a tu mija mnie wózek widłowy, ni z tego ni z owego – pewnie też mu się śpieszyło do domu – zakręca tarasując mi całą alejkę i zaczyna podnosić paletę pełną dóbr na wysokość pierwszego piętra. Nie byłoby w tym nic niebezpiecznego, gdybym miał hamulce. Moja moralność nie ma nic do rzeczy. Wszyscy magazynierzy wiedzą, że o taki luksus jak hamulec, trudno nawet w wysoko uprzemysłowionym, stabilnym gospodarczo oraz finansowo Zjednoczonym Królestwie. Każdy również wiedział, które traki nie posiadają funkcji hamowania, ale co zrobić jeśli akurat nie ma do wyboru innego pojazdu? Tym sposobem siedem metrów stanowiło dla mnie zdecydowanie za mało przestrzeni życiowej na niezakłócenie przebiegu życia. Moje okrzyki ostrzegawcze i walenie nogą w hamulec nic nie pomogły. Dobrze, że zmieściłem się między ziemie, a podnoszącą się akurat na widłach wysięgnika paletę. To znaczy zmieściłem się, bo schyliłem czoła przed chordą produktów udających jedzenie. Bez tego zabiegu głowa by mi się nie zmieściła – podobnie jak jakość tych produktów nie mieści mi się w głowie – no i miałbym urwanie głowy większe niż w trakcie obcowania z pośrednikiem, który pośredniczy przede wszystkim w zabieraniu swojej doli z mojej krwawicy. Tak oto prześlizgnąłem mój marny żywot, bez hamulców, pod dużą presją odgórną. Niestety, wysokie oparcie wózka nie zmieściło się. Oparcie, czyli jedna wygięta rurka, która ma mnie chronić przed atakami ze strony skrzyń wożonych za sobą. Uległo presji i wygięło się do tyłu. Skrzynia z papierem toaletowym też miała problemy z własnym rozmiarem i się wywróciła. Zrobiła to jednak bez należytej celebracji. Jej zawartość nie roztrzaskała się z impetem o ziemię zaznaczając swój i mój, jak się miało okazać, upadek. Po prostu fizycznie nie była w stanie, ponieważ zawierał tylko papier toaletowy. Szkoda. Jak już wylecieć to z rozmachem. Zdziwionego wózkowego, który widocznie na co dzień nie obcuje z szaleńcami pozbawionymi hamulców, przeprosiłem od razu, a on co? Zapytał spokojnie:
– Czy nic ci się nie stało?
Czyli musi chyba jednak obcować na co dzień z takimi zjawiskami… Zaraz potem zawołał przechodzącego nieopodal menadżera i na nim się wyładował, krzycząc:
– Jaki nam dajecie sprzęt do pracy? Przecież mogło się coś stać poważnego?
I tym podobne zarzuty, ale bardziej okraszone potocznym słownictwem. Skruszony menadżer popluskał coś pod nosem i tyle. Powiedział, abym to zgłosił w wózkowni. No, i luzik. Całe zajście trwało trzy sekundy. Po czym zabrałem swoją kupę papieru toaletowego, nawet nie zdążył się wysypać ze skrzyni, zawiozłem gdzie trzeba, odstawiłem wózek do naprawy z notką o niezainstalowanej funkcji szybkiego spowalniania i poszedłem do domu. Na drugi dzień rozpoczęto szumnie nazwane dochodzenie, kto zawinił? Zajęło to tym matołom od myślenia cztery dni, w ciągu których nie mogłem pracować, bo taka jest procedura. Oczywiście śledztwo zakrojone zapewne na bardzo szeroką skalę wskazało moją winę, a po notce o stanie oprogramowania wózka ślad zaginął. Przecież to potężne centrum dystrybucji dóbr jest firmą wiodąca prym pod każdym względem, także bezpieczeństwa pracy. Tym trikiem zwyczajnie mnie wyautowali odstawiając za bramkę bez słowa wyjaśnienia. Już to przerabiałem, apeluję więc do wszystkich moich nadchodzących pracodawców, aby na przyszłość wysilili się na coś choć odrobinę oryginalnego, gdyż moja egzystencja traci na kolorycie ekscytacji. Za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby z góry dziękuję. Więcej atrakcji dostarczył mi jakieś dwa tygodnie temu AMT, czyli ten komputerek przytwierdzony w pracy do mojego przedramienia mówiący mi, co mam robić. Poinformował mnie mianowicie, iż powinienem właśnie udać się na lancz. Poszedłem posłusznie. Dla zdrowia oczywiście. Aby mieć siłę do dalszej pracy. Ja przecież kocham pracę. Każdy jej rodzaj i odmianę. Byle dużo. Byle tylko nie z mojej strony. W ten sposób kocham, rzeczywiście!

LINK DO CZĘŚCI 11

Bardziej niż byle

Nigdy nie byłem na lepszej drodze
myślę o tych rzeczach widywanych na filmach
zapisanych na kartach bajek
miliony chybionych ludzkich razy
niegodnych do tej pory by istnieć
godnych bardziej niż byle pokątnych marzeń
myślę o słowach: na zawsze i na pewno
magii obszaru wszechświata we mnie
sensie teorii równania falowego w czasie
spuściźnie uzbrojonych nagich bachorów
eliksirach afektu i antydepresantach
bo satysfakcji nie czuję.

Blog towarowy

Pojawiło się nowe marzenie produktu na marginesie
odosobnionego bloga towarowego
własna przestrzeń handlowa z lekkim niedomiarem
nieustanna martwica popytu na przekór zmianom
wymyślnie niesprecyzowana zawartość
niby z dużą ilością intensywnego opakowania
dopracowana co do grosza klasyczną fantazją
rozwiązane sprytem drobnotowarowego cinkciarza
miejsce w zakamarkach rzeczywistości magazynowej
bliżej dostawy niż kiedykolwiek
wciąż aktualne w planach.

Układ typu jedno

Tabuny wolnych marzeń
w ubojni wyizolowanego osierdzia
przerabiane na łatwiej strawną papkę
kiedy schylam łeb
łatwiejsza do zapodania
i zwrotu

alternatywne rozwiązanie
w układzie: wszystko mi jedno
plugastwo kłamstwa
zapomniałem na to przystać

łatwe rozwiązania
angażowane do punktu
na którym i tak ci nie zależy

w konfiguracji miłości i rzeźni
strefa trwałości serca
tuż przed linią zasieków
krew potoczy bajpasem.

Stworzenia efemeryczne

Wahania planu we wnykach podłości
realia wbrew obietnicom pospolitych marzeń
gdzieś między skrajną euforią
a stanem maniakalno depresyjnym
efemeryczne stworzenia
bezmyślnie karmione chlebem poprzez ciało
sens istnienia w bezsilności dalszej
przechodzi okres wzmożonych samobójstw
dzień dobry na cudowne odmiany
ewentualnie szukanie zastępczych zajęć
typu ostrzenie noży kuchennych.

Posąg

Obrywy pamięci
w przystępie pękających menhirów bezradności
zanokcica drapieżnej zawiści
więzi rodzinnej
na kształt łomu
kształt niepodzielny
bardziej
posąg rodzicielstwa
bez rąk
nóg
i głów
ciało właściwe
jedyne
właściwie jedyne
pozbawione wolnych marzeń
jedynie.

Dawka letalna świadomości

Stygmaty przeżywania
policykliczne węglowodory aromatyczne
skryto kancerogenna dalekowzroczność marzeń
w dziedzinie gospodarowania teraźniejszością
zakotwiczona dawka letalna świadomości
mało reaktywne życiowo w otoczeniu
odczuwanie powierzchniowo nieczynne
sierota naznaczona niestabilną inkubacją
obojętny na bodźce palców bożych
wcześniak nad wiek pokwitania wyobrażeń.

 

LINK DO ILUSTRACJI
WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Trudne przypadki złych motyli

Burza przewalająca się blaskiem oświeca sklepienie
po wygaszeniu nocnego serca
dwudziestosekundowy grzmot echa efektem pięć sekund po blasku
perygeum gniewu chwilowo przygasło
nie zgasło
reakcja łańcuchowa artylerii pomiędzy deszczem gaszącym niebo do ziemi
jak można kochać po stłumieniu brzmienia
osaczeniu podłożem wezbranej ściany wody
od nieba ryk
rwana blacha po przetworzeniu filtrem nawałnicy
oczyszczalnia nie nadąży
czasem odpuszcza
burzy kończą się pomysły
jej repertuar składa ikrę na później

nienoclegowe ćmy napierają czołowo na latarnie
przyzwyczajone do nagłych oberwań chmur
odbija się burzy wspomnieniami słów upodlonych
nie trzeba przynajmniej czekać aż jej się uleje
negatyw z opadów deszczu
fekalia przepłynęły rzekę marzeń
wilgoć na znak okrucieństwa
zapaskudzony genom złych motyli w pragnieniu światła
do wybicia zawieruchą całe stado
zaćmionych motyli poddających się naświetlaniom
lot emocjonalnych kamikadze przez ścianę deszczu
by huknąć łepkiem o hartowane szkło latarniane
gruntowne zło samobójstwa
trudne przypadki popełnione ponad gruntem
luka dogmatyczna użyta do podważenia.